30.06.2017 10:12

Sąd zadecydował, że ich synek umrze - na przekór rodzicom. Jest pewne „ale”, które złamie ci serce…

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
16958
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Zrozpaczeni rodzice małego Charliego przygotowują się do sądnego dnia, kiedy po raz ostatni pożegnają się ze swoim ukochanym synkiem. Na przekór ich woli, pomimo dwóch apelacji, sąd zadecydował, że ich nieuleczalnie chory chłopiec zostanie odłączone od oddychającej za niego aparatury utrzymującej go przy życiu.

Skąd taka decyzja sądu? Zdaniem lekarzy, cierpiący z powodu rzadkiego schorzenia genetycznego chłopiec doświadcza ciągłego, przeszywającego bólu. Zaprzestanie leczenia, a więc pozwolenie mu na odejście, uznano za rozwiązanie bardziej humanitarne, niż sztuczne utrzymywanie malucha przy życiu.

Po wyłączeniu wyspecjalizowanej aparatury, zaledwie 10-miesięczny Charlie Gard umrze w londyńskim szpitalu Great Ormond Street. Chris Gard oraz Connie Yates do ostatniej chwili walczyli w sądzie o szansę na kontynuowanie leczenia chłopca. Ich apele odrzucono. To dlatego, że genetyczna wada mitochondriów sieje spustoszenie w organizmie dziecka, niszcząc jego mięśnie i tkanki. Nieodwracalnego, bolesnego procesu nie da się zatrzymać.

Nawet najlepsi specjaliści załamują nad tym przypadkiem ręce. Ich zdaniem nie ulega wątpliwości, że utrzymywanie malca przy życiu jedynie przedłuży jego agonię.

 Zdania specjalistów nie podzielają rodzice Charliego, wciąż utrzymujący, że według ich obserwacji stan chłopca poprawia się. Rozpoczęli nawet zbiórkę pieniędzy na przeniesienie malca do szpitala w Stanach Zjednoczonych. Ostateczna uzyskana przez nich w ten sposób pula wzrosła osiągnęła aż 1.3 miliona funtów!

Niestety, wbrew nadziejom Chrisa i Connie, choroba Charliego bezpowrotnie uszkodziła już jego mózg,. Rodzice chłopca nie dopuszczają do siebie jednak świadomości o nieodwracalności zmian, które zaszły w organizmie dziecka. Dopiero decyzja sądu zmusiła ich do zejścia na ziemie, wymuszając na nich powrót do brutalnej rzeczywistości.

Personel londyńskiego szpitala, w którym przebywa chłopiec, zapewnia, że po wyłączeniu aparatury podtrzymującej go przy życiu, aż do dnia jego śmierci, zapewniona zostanie mu najlepsza możliwa opieka. „Nie ma pośpiechu, żeby skończyć jego życie”, wyjaśniają lekarze, podkreślając, że decyzja o przerwaniu leczenia dziecka nie oznacza, że podjęte zostaną też jakieś kroki mające „skrócić” jego cierpienie. 

Charlie odejdzie w swoim czasie, we własnym tempie. Nie wiadomo co stanie się z pieniędzmi zebranymi na jego leczenie, które nigdy nie dojdzie do skutku.

Czy zgadzasz się z decyzją sądu?

Tak
Nie

Liczba głosujących: 375

Tak - 29%

Nie - 71%

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym