09.02.2018, 15:00

Położne nie zdążyły udzielić jej profesjonalnej pomocy, więc... urodziła dziecko na korytarzu szpitala. Na szczęście poród się udał!

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
3730
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Zdesperowana mama wołała do męża, żeby „złapał ich synka” podczas niezwykłego porodu… w korytarzu szpitala.

Nie minęło nawet 25 minut od chwili, gdy Jes Hogan odeszły wody płodowe, a już leżała na podłodze w korytarzu szpitala, tuląc w rękach nowo narodzonego syna, Maxwella. Położni nie zdążyli nawet udzielić jej profesjonalnej pomocy.

Niecodzienny poród uwieczniła na kliszy aparatu fotograficznego Tammy Karin, która następnie udostępniła jedyne w swoim rodzaju zdjęcia w sieci, oczywiście za zgodą występującej na nich Jes. Chciała w ten sposób pokazać światu, że poród jest piękny, nawet wtedy, jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem.

„To był najbardziej szalony z moich porodów, ale udał się perfekcyjnie”, mówi Jes, która przed narodzinami Maxwella wychowywała już piątkę córek. „Zupełnie tego nie planowaliśmy, ale wszystko wyszło dobrze. Nawet bez pomocy lekarza urodziłam zdrowego chłopca, przy mentalnym wsparciu wspaniałych dla mnie osób. To cudowna chwila i do końca życia cieszyć będę się z jej wspomnienia”, dodaje kobieta.

Co prawda pochodząca z Kansas Jes Hogan już kilka dni wcześniej skarżyła się na skurcze porodowe, jednak trwała w przekonaniu, że to jeszcze nie czas na narodziny synka, ponieważ związane z nimi bóle nie były zbyt silne.

Jednak wtem kobieta obudziła się z potężnym skurczem i zauważyła, ze odeszły od niej wody płodowe. Mąż Jes, Travis, czym prędzej załadował ciężarną kobietę do samochodu i w szaleńczym tempie zawiózł ją do szpitala, przejeżdżając przy tym dwukrotnie na czerwonym świetle.

„Ledwo co przekroczyliśmy próg szpitala, a wiedziałam już, że, o Boże, Maxwell już tutaj jest! Bez chwili zwlekania zdjęłam spodnie, bo czułam główkę malucha próbującą wydostać się na zewnątrz”, przypomina sobie Jes. To nie był czas na wstyd, ani wahanie. Szybka decyzja kobiety ułatwiła jej poród.

„Sięgnęłam ręką między nogi i poczułam główkę synka. Popatrzyłam z desperacją w oczach na męża i krzyknęłam do niego, żeby łapał chłopca”, ujawnia Jes, „Nie zawahał się ani na chwilę i rzucił się pode mnie, ratując Maxwella przed upadkiem na podłogę”.

Maxwell urodził się ważąc 3 kilogramy. Pani Hagan opisała przyjście na świat swojego szóstego dziecka jako „najbardziej gwałtowne”, ale też jako będące największą przygodą. „Maluch jest zdrowy. Może troszkę poobijany, ale zdrowy”, cieszy się Jes.

Czy poród to dobry czas na "przygody"?

Tak, kto nie lubi miłych niespodzianek?
Nie, niebezpieczeństwo jest zbyt duże

Liczba głosujących: 43

Tak, kto nie lubi miłych niespodzianek? - 30%

Nie, niebezpieczeństwo jest zbyt duże - 70%

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym