14.06.2017 15:58

Był w śpiączce przez 12 lat i słyszał słowa swojej matki: "mam nadzieję, że umrzesz"

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
111702
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Martin Pistorius zapadł w śpiączkę w wieku zaledwie 12 lat. Przez cały czas jej trwania opiekowali się nim rodzice, którzy nie mieli pojęcia, że ich syn odzyskał pełną świadomość już po kilku latach od utraty kontaktu z rzeczywistością. Nie mógł jednak dać im żadnego znaku życia, będąc dosłownie uwięzionym we własnym umyśle. 

Historia Martina sięga roku 1988, kiedy jako 12-latek zaczął wykazywać symptomy zwykłego przeziębienia. Jego stan zdrowia ciągle się jednak pogorszał i zaniepokojeni rodzice zdecydowali się zawieźć go do pobliskiego szpitala. Tam zdiagnozowano u Martina gwałtownie postępujące zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Lekarze byli bezradni, zalecając, by jego rodzice - Rodney i Joan - przewieźli syna do domu i tam spędzili z nim ostatnie chwile jego życia. Według ich założeń Martin miał nie przeżyć kilku kolejnych miesięcy.

Od tego momentu Rodney i Joan byli jedynymi opiekunami Martina. Myli go, karmili, przekręcali na łóżku, by nie dostał odleżyn i doglądali z nadzieją, że pewnego dnia ich syn się jednak wybudzi. Pomimo zapowiedzi lekarzy, jego stan zdrowia się nie pogarszał i szybko zdano sobie sprawę, że chłopiec nie umrze, tylko będzie tkwił w stanie wegetatywnym tak długo, jak długo będzie sztucznie podtrzymywany przy życiu. Mama Martina wspomina, że pewnego dnia przyszła do niego do pokoju i powiedziała, „mam nadzieję, że umrzesz”. Okazuje się, że przez cały ten czas – po około 2 latach od zapaści – Martin był świadomy wszystkiego, co się dookoła niego działo.

Obecnie 39-letni Martin wspomina, „byłem tam, nie od samego początku, ale jakoś po dwóch latach od wejścia w stan wegetatywny zacząłem się wybudzać. Byłem wszystkiego świadmy, tak jak każda zdrowa osoba”. „Każdy tak bardzo przywykł do tego, że mnie tam nie ma, że nie zauważyli, gdy zacząłem być na nowo obecny”, dodaje. Wspomina również, że jedyne, co mógł robić, to myśleć. Nie był w stanie się poruszyć, niczego powiedzieć, ani nawet mrugać oczami czy ruszać gałkami ocznymi. „Po prostu istniejesz. To bardzo mroczne miejsce, ponieważ poniekąd w nim giniesz”.  

Pełną kontrolę nad ciałem odzyskał dopiero w wieku 24 lat. Nauczył się na nowo chodzić, mówić i pisać. Obecnie jest w szczęśliwym związku małżeńskim, a swoją historię opisał w autorskiej książce zatytułowanej "Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia".

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym