3198
2015 Kwiecień 26 przez HugoB

Nadanie psu odpowiedniego imienia to dla niektórych nie lada wyzwanie. Jaki związek ze światem technologii i rozproszonego finansowania mogą mieć podobne dylematy? Internetowy aktywista Aaron Schlechter chciał zaoferować wszystkim chętnym swoją pomoc w tym zakresie. Jak twierdzi, w niczym nie jest tak dobry, jak w wymyślaniu dobrych imion dla psów. Jak mawia przysłowie, jeśli jesteś w czymś dobrym, nie rób tego za darmo. Stąd też wziął się pomysł na skomercjalizowanie takiej usługi. Na rozkręcenie nietypowej inicjatywy planował zebrać więc pieniądze za pomocą portalu Kickstarter.

Pomysł na biznes był prosty – wspierasz kampanię, a w zamian dostajesz dźwięczne, unikalne imię dla czworonoga. Tej logice nie można nic zarzucić. Jak zauważa Aaron, kiedy Twój pies na coś choruje, z reguły udajesz się po pomoc do specjalisty. Twój najlepszy przyjaciel zasługuje na usługi profesjonalisty także w zakresie imienia. Dlaczego miałoby być inaczej? Ani Ty, ani Twój towarzysz nie chcecie przecież, aby tak ważna decyzja leżała w rękach amatora.

Po zilustrowaniu projektu i ustaleniu wymaganej kwoty w wysokości $3700, jego pomysłodawca zacierał ręce oczekując, aż na jego konto zaczną spływać niezbędne do podjęcia dalszych działań fundusze. Rozczarowanie musiało być ogromne, kiedy prowadzona przez niego kampania została nagle zablokowana. I to już po zebraniu kilkuset zielonych i wywołaniu niemałego, wiralowego szumu.

Powód? Projekty na Kickstarterze muszą dotyczyć fizycznych przedmiotów, a nie jednostkowych usług. Administratorom portalu idea Aarona co prawda podobała się, ale jej realizacja nie była po drodze z ich regulaminem. Mężczyznę nakłaniano, żeby na przykład skupił się na napisaniu książki poświęconej prawidłowemu podejściu do nazywania czworonogów.

Taka interferencja i odgórne traktowanie były Schlechterowi, zawodowemu psiarzowi, nie w smak. W ramach buntu postanowił więc obrócić mało poważną akcję w coś znacznie groźniejszego. Zapowiedział, że jego kolejną kampanią będzie ambitna próba zgromadzenia wystarczających finansów, żeby wykupić dla siebie… cały portal Kickstarter. Jeśli wszystko pójdzie po myśli Aarona, po „wrogim przejęciu” do publikacji dopuszczone zostaną TYLKO projekty jednoznacznie związane z nazywaniem psiaków.

Problem w tym, że największy serwis crowdfundingowy na świecie wyceniany jest nawet na 1.2 miliarda dolarów. Wywrotowiec nie przejmuje się wysoko postawioną poprzeczką. „Wystarczy, że jedna szósta ludzkości obdaruje mnie jednym dolarem”. - zauważa nonszalancko w poście opublikownaym w portalu Reddit. Chociaż nie podzielamy jego optymizmu, trudno nie podziwiać takiego zapału i determinacji w walce o to, co uważa się za słuszne.

Czy skorzystałbyś z usług Aarona?

Tak, w takich sprawach lepiej zasięgnąć rady zawodowca
Nie, wolę nazwać swojego psa "Hitler" albo "Taboret"