2426
2015 Sierpień 20 przez azure

Chłopiec z Wielkiej Brytanii został zmuszony do pozostawienia na lotnisku swojego zabawkowego pistoletu ze znanego filmu animowanego, ponieważ zabawka łamała absurdalne przepisy.

"Minionki" to film, który w ostatnim czasie zrobił furorę na całym świecie, a każde dziecko zapragnęło posiąść jakiś gadżet związany z sympatycznymi żółtymi stworkami. Dla pewnego trzylatka, który nie rozstawał się z plastikowym pistoletem zabawką wzorowaną na broni z filmu, przepisy lotniska okazały się jednak bardzo przykre...

Leo Fitzpatrick wracał akurat do Nottingham z Dublina, gdzie odwiedzał rodzinę swojej mamy. W trakcie kontroli lotniskowej rentgen pokazał coś niepokojącego, po czym matka chłopca, Daire, została poproszona o opróżnienie jego plecaka.

Z kolorowego plecaka wyłoniła się duża, szaro-niebieska zabawka przypominająca megafon, która po naciśnięciu spustu wydawała odgłosy... pierdnięcia.

Okazało się, że Miotacz Pierdów (bo tak właśnie nazywa się broń) nie może zostać wniesiony na pokład samolotu z uwagi na ścisłe przepisy dotyczące transportu replik broni. Wprowadzono je z uwagi na zagrożenie terroryzmem.

Pomimo utraty wymarzonej zabawki, którą otrzymał zaledwie dzień wcześniej od swojego dziadka, dziecko wykazało się niezwykłą wyrozumiałością. "Był załamany, ale nie okazywał tego. Leo to bardzo dobrze wychowane dziecko", mówi mama, Daire. "Po wszystkim powiedział mi, że nie rozumie, dlaczego musiał podzielić się Miotaczem z Panem-Z-Lotniska", dodaje z żalem.

Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że na dobrą sprawę żadna dorosła osoba zapewne nie przejęłaby się w przypadku celowania w nią... Miotaczem Pierdów.

Rzekomo straż lotniska stwierdziła, że "broń" musi zostać odebrana chłopcu z uwagi na mechanizm spustowy. Osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo stwierdziła, że zdaje sobie sprawę z irracjonalności przepisu, jednak musi go przestrzegać. Dodała potem, że przykro jej, bo jej dziecko posiada identyczną zabawkę.

Rzecznik linii lotniczych w Dublinie stwierdziła, że rodzinie zabrano Miotacz z uwagi na to, że jego pracownicy uznali go za replikę broni. "W celu kontynuowania lotu, podróżni są zobowiązani do pozostawienia przedmiotów uznanych przez ustawę za niebezpieczne. Nie ma znaczenia, czy to replika karabinu z II wojny światowej czy zabawka z kreskówki", tłumaczy.

Czy służby postąpiły słusznie?

Tak, przepisy to przepisy
Nie, po co sprawiać przykrość dziecku

Wybrane dla Ciebie: