17550
2014 Styczeń 25 przez
Takie połączenie pozornie wydaje się co najmniej absurdalne. Jeżeli jednak przyjrzymy się bliżej zachowaniu obu tych ,,istot", dojdziemy wniosku, że student i pingwin to prawie jedno i to samo. Dlaczego? Zarówno jednego jak i drugiego można określić słowem "dziwny". Obaj są ruchliwi. Tak samo nie przywiązują się do miejsc i przedmiotów i ... uwielbiają spędzać czas ze swoimi kolegami koleżankami np. Helenką:)

Studenci biegają najszybciej na hasło: "happy hour's".

Jednak kiedy "szczęśliwych godzin" i taniego piwa robi się zbyt dużo utrzymanie równowagi staje się prawdziwym wyzwaniem.

Potem pojawiają się w sieci zdjęcia z wczorajszego wieczoru na których całujesz się namiętnie z kimś nieznajomym.

Cokolwiek nabroisz i tak idziesz przez miasteczko akademickie z podniesioną głową.

Czasami taka wpadka może byc początkiem czegoś naprawdę pięknego.

Dobrze jest w weekend poharatać w piłkę.

Najlepiej nosić się luźno...

Ale czasem trzeba wskoczyć w garnitur na egzamin.

Pośpiech i fast foody sprawiają, że czasem przybywa tu i ówdzie dodatkowych kilogramów.

Niekiedy trudno jest wrócić do domu na dwóch nogach.

Potem trzeba się zmagać z ciężkim kacem ...

A w sesji przecież trzeba być przytomnym.

Twój promotor to prawdziwy mistrz. Zawsze chętnie idziesz na seminarium bo wiesz, że możesz liczyć na jego pomoc i wskazówki.

Po zajęciach często pędzisz do pracy...

Wracasz późno i zmęczony, a kiedy widzisz jak współlokator wyżera ci ostatnie rzeczy z lodówki emocje muszą wziąć górę.

W dodatku rodzice obejrzeli w telewizji reportaż z juwenaliów. Starasz się im wszystko wytłumaczyć.

Kiedy czujesz się źle nic tak nie poprawia humoru jak stary, dobry, slapstickowy żart ...

Spotkanie z dawno nie widzianą znajomą ...

Albo strzelona na prędce sweet focia.

Poza tym już niedługo koniec sesji. To będzie twój triumf, twój dzień chwały, twoje Austerlitz, twój Grunwald.