2515
2015 Luty 12 przez HugoB
Czasem może się zdarzyć, chłodnego wieczora, że chociaż opatulimy się od stóp do głów, wciąż będzie nam zimno w twarz. Chociaż to prawdziwy problem pierwszego świata, a miliony zmarzniętych buzi wciąż pozostaje niepocieszonych, jednego jesteśmy pewni - „ogrzewacz do twarzy” firmy Face Blanket na pewno nie jest właściwą odpowiedzią na to zapotrzebowanie rynkowe. Nie wspominając już nawet o tym, że nie trzeba być wielkim specjalistą, aby zdawać sobie sprawę, że popyt na podobny „gadżet” raczej nie jest zbyt wielki. To zdecydowanie nie jest towar z gatunku tych, o których nawet nie wiedzieliśmy, że są nam potrzebne do szczęścia.

Ten „wspaniały” produkt to nic innego jak kawałek kocykopodobnego materiału z wyciętym specjalnym otworem na nos, umożliwiającym oddychanie. To wszystko, to cała filozofia, początek i koniec koncepcji. Cena jest szalona. Za całość zapłacić trzeba aż $9.99, czyli równowartość około czterdziestu złotych. Za takie pieniądze dałoby się kupić pełnowymiarowy, najbardziej komfortowy kocyk pod słońcem. I schować pod nim głowę, jak normalny człowiek, zamiast wydziwiać.

Wątpliwe, aby nawet największe zmarzluchy czuły się dobrze trzymając na twarzy to… coś. A co, jeśli jest mi zimno zwłaszcza w czubek nosa? Ten absurdalny wynalazek bynajmniej mnie wówczas przed chłodem nie uratuje. Ogrzewacz do twarzy zdaje się być zrodzonym z przypadku dzieckiem muzułmańskiej burki i kaptura zakładanego przez członków Ku-Klux Klanu, które przez przypadek wpadło do wiadra z walącą po oczach farbą.

Nie wątpimy oczywiście w skuteczność produktu Face Blanket w przywracaniu krążenia w odmarzających policzkach zagubionych na tundrach Grenlandii Eskimosów. Prawdopodobnie jednak nawet oni wstydziliby się pokazać przed znajomymi z tym dziwnym tworem w formie akcesorium. Jasne, czasem miło jest poczuć kosmate i puchate nitki polaru na twarzy. Ale nie potrzeba do tego kawałka szmatki zakładanej na nos, sterczący sponad niej jak górujący nad okolicą groźny wierzchołek K2. Uważalibyśmy, czy aby przypadkiem ktoś zaraz nie zacznie się przy nim zbierać do wspinaczki. Złośliwe komentarze w internecie wskazują na jeden, prosty wniosek – jeżeli jesteś na tyle rozrzutny, żeby opróżnić swój portfel dla tego bez mała bezużytecznego kawałka szmatki, być może faktycznie nie powinieneś publicznie pojawiać się z odsłoniętą twarzą. Czy taką właśnie reakcję planowali projektanci z firmy Face Blanket? A może to tylko misterny, viralowy plan, aby kontrowersją wywołać dyskusję, na której kanwie wypłynie lepsza wariacja na temat ogrzewacza do twarzy i z miejsca stanie się bestsellerem?