2206
2015 Październik 5 przez musang

Domy strachów, które pamiętamy z dzieciństwa i które z niemałym dreszczem ekscytacji odwiedzaliśmy, gdy wesołe miasteczko zawitało do naszego miasta to już zdecydowanie przeżytek. Teraz triumfy święcą prawdziwe escape roomy i nawiedzone domy, z których wychodzi się doświadczywszy wrażeń nie gorszych niż po najgorszym horrorze.

Nieopodal wodospadu Niagara w Kanadzie znajduje się Nightmares Fear Factory - nawiedzony dom, który można zwiedzić jako atrakcję turystyczną i jedno z wielu rozrywkowych miejsc w okolicy. Nie dość jednak, że można tam porządnie się przestraszyć, właściciele oferują także zdjęcia z trzech ukrytych kamer, które robią furorę w internecie. Przerażone miny i skulone pozycje być może świadczą o najgorszych chwilach w życiu tych ludzi, ale dla postronnych osób są one po prostu prześmieszne.

W środku panują kompletne ciemności, ale aparaty wyposażone są w lampy błyskowe, które pozwalają z dokładnością przyjrzeć się przerażonym turystom. Co więcej, na stronie internetowej "Fabryki koszmarnych strachów" zdjęcia, filmiki i gify są udostępniane publicznie, a nawet opatrywane zaszczytnymi tytułami "Strachliwych zdjęć" dnia, tygodnia i miesiąca. Dzięki temu atrakcja zyskuje odpowiednią rekalmę, turyści specyficzną pamiątkę, a postronni obserwatorzy dużo zabawy.

Ten dom strachów znajduje się w perfekcyjnej lokalizacji - dawnej fabryce trumien. Właściciele zbudowali więc wokół tego faktu klasyczną historię, perfekcyjnie pasująca do nawiedzonego domu. Abraham Mortimer, właściciel Cataract Coffin Factory, jako miejscowy ekscentryk był regularnie dręczony przez lokalne dzieciaki. Zazwyczaj były to niewinne psikusy, aż pewnej nocy, podczas utarczki z chuliganami, Mortimer zginął przygnieciony stertą trumien. Nikt nie został oskarżony o spowodowanie śmierci, ponieważ dzieciaki szybko uciekły z miejsca wypadku.

Podobno po pogrzebie trumna Mortimera okazała się pusta, a on sam - jako żądny zemsty duch - przemierza korytarze starej fabryki. Najwyraźniej właściciele nawiedzonego domu zrobili dobry użytek z tej legendy, ponieważ - chociaż wycieczka po nim trwa tylko 10-15 minut - nie wszystkim udaje się dotrwać do końca. Podobno aż 135 tysięcy turystów nie dało rady i wzięło nogi za pas, by więcej już nie niepokoić starego Mortimera. Natomiast ci, którym udało się wyjść z fabryki o własnych siłach, zazwyczaj komentują to doświadczenie w podobnym stylu: mieli po prostu "pełne gacie", nic wielkiego.

Dwa aparaty i jedna kamera pozwalają na dosyć dokładne wyobrażenie sobie doświadczeń, które czekają na turystów. Właściciele nie polegają na zwykłych zagrywkach, typu krwawe ściany i mechanicznie poruszające się manekiny. W Nightmares Fear Factory zatrudnieni są żywi aktorzy, którzy dostarczają każdemu odwiedzającemu unikalnych wrażeń. I chociaż reakcje się różnią, wszystkie są wynikiem prawdziwego horroru. Zupełne ciemności nie pozwalają zobaczyć nawet własnej ręki - należy śledzić ścieżkę z czerwonych świateł - tak długo, jak długo mamy na to odwagę.

W pewnym momencie należy trzymać się innych członków grupy, by znaleźć swoją drogę i wtedy właśnie robione są zdjęcia. To wprowadzenie tego unowocześnienia przyniosło atrakcji wielu nowych zwolenników i całkiem sporą popularność, bo sam dom strachów czynny jest już ponad 30 lat. Wrażenia są na tyle intensywne, że kobiety w ciąży i osoby z sercowymi kłopotami proszone są o nie korzystanie z atrakcji. Zawsze jednak można skorzystać z bezpiecznego słowa - wystarczy krzyknąć "nightmares", by zostać wyciągniętym, gdy ma się już dość. 

Odwiedzilibyście taki dom?

TAK
NIE