1422
2015 Wrzesień 14 przez azure

Pewien Amerykanin usiłując wejść w posiadanie narkotyków napisał SMS do (jak mu się wydawało) swojego dilera. Pomylił jednak numer i wiadomość dotarła do zupełnie innej osoby...

Sytuacja miała miejsce na Florydzie w USA. William Lamberson zapragnął spędzić wieczór w iście imprezowy sposób. Alkohol, przyjaciele i odrobina marihuany. Z dostaniem tej ostatniej był mały problem - nikt ze znajomych nie posiadał do niej dojścia. Mężczyzna postanowił skontaktować się z osobą, która mogła mu w tym pomóc - dilerem z okolicy. 

Nie przypuszczał jednak, że jego prośba zakończy się w najmniej oczekiwany sposób. Pod wpływem alkoholu omsknął mu się palec i wpisał niewłaściwy numer. Adresatem okazał się... policjant wydziału antynarkotykowego - kapitan Brian Bergen. Wyczuwszy możliwość aresztowania przestępcy, postanowił wejść do gry.

Przez kilka tygodni utrzymywał kontakt z Williamem, zwodząc go i odwlekając spotkanie w celu uzyskania większej ilości materiału dowodowego. "Ciężko było co kilka dni wymyślać nową wymówkę. Uznałem jednak, że gra jest warta świeczki", tłumaczy policjant. "Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zamiast do mnie napisał do jakiegoś dziecka", dodaje.

Na początku września służby zdecydowały się w końcu uderzyć. Niestety Lamberson był nieuchwytny. Z drugiej strony był na tyle głupi, by prosić Bergena o jeszcze poważniejszą przysługę - kilka działek kokainy. Biuro szeryfa zgodziło się przeprowadzić transakcję kontrolowaną.

Gdy doszło do spotkania, mężczyzna był bardzo zaskoczony widząc policjantów nadbiegających ze wszystkich stron. Po chwili leżał już na ziemi skuty kajdankami. Mało tego, miał przy sobie działkę marihuany. Postawiono mu zarzuty nielegalnego posiadania narkotyków oraz zamiaru ich sprzedaży.

Kiedy William ponownie poczuje potrzebę zapalenia czegoś innego niż papierosy (oczywiście już po opuszczenia więzienia) na pewno sprawdzi numer co najmniej dwukrotnie.

Sprawdzasz numer przed wysłaniem wiadomości?

Tak
Nie