4774
2014 Grudzień 29 przez cabaretvoltaire
Zach King i Jadon Gauthier to nie tylko ogromni fani serii o przygodach zawadiackiego archeologa. Mają także świra na punkcie psów, a zwłaszcza szczeniaka boksera, Indiany Bonesa. Zainspirowani jego imieniem i jakże przypominającym grymas Harissona Forda pyszczkiem, postanowili przekuć ironię w coś znacznie zabawniejszego i nakręcić 5 minutowy remake słynnego filmu. Mało kto wie, że historia w tym momencie zatoczyła, w pewnym sensie, koło. Mianowicie sam hollywoodzki Indiana nazwany został w ten sposób na cześć psa, który towarzyszył w dzieciństwie George'owi Lucasowi. Pomysł ten pojawił się, kiedy reżyser wraz ze Stevenem Spielbergiem przesiadywali u niego w domu z zapałem szkicując scenariusz i poszukując inspiracji.

Produkcja, chociaż zrealizowana została domowymi sposobami i z użyciem nieprofesjonalnego sprzętu, odwzorowuje oryginalne sceny na tyle, na ile było to możliwe bez wykorzystania drogich rekwizytów i postprodukcji. Szczególne brawa należą się głównemu bohaterowi wcielającemu się w swoją rolę bardziej przekonująco niż niejeden tresowany burek. Złowieszczymi przeciwnikami „Indiany Bonesa” są tutaj, a jakże, koty, którym bynajmniej nie patrzy najprzyjemniej z oczu. Casting również w tym przypadku okazał się być perfekcyjnym.

Sam psiak, po swoim niedługim występie w tym filmie, zebrał licznych fanów. Na jego oficjalnym profilu na Instagramie jego poczynania śledzi prawie 90 tysięcy zaciekawionych. Nawet jeżeli sam zwierzak niekoniecznie zdaje sobie sprawę z rozgłosu, jaki przyniosło mu kilka wygłupów, możemy być pewni, że jego właściciele pękają z dumy.

Za muzykę w pieskim mini-filmie odpowiedzialni są kompozytorzy Andrew Gerlicher i Trevor Alan Gomes, profesjonaliści specjalizujący się w pisaniu instrumentalnych podkładów muzycznych do seriali i reklam. Podobnie jak przy oryginalnej produkcji Spielberga, tak i tutaj ścieżka dźwiękowa zdecydowanie polepsza odbiór obrazu. Na oficjalnej stronie filmu (http://www.indianabonesmovie.com/), poza informacjami kontaktowymi i linkami do sieci społecznościowych, na których spotkamy psiego Indiego, znaleźć można wykonany przez Josha Kenfielda plakat, naśladujący ten, jakim „Poszukiwacze zaginionej arki” promowane były w kinach wiele lat temu. Nie da się ukryć, że styl komiksowego rysownika doskonale oddaje naturę produkcji – lekko amatorska, przerażająco sympatyczna, ale przede wszystkim z wielkim, bijącym sercem. „Indiana Bones: Raiders of the lost bark” promieniuje urokiem.

Wybrane dla Ciebie: