4003
2014 Grudzień 25 przez cabaretvoltaire
Wszyscy już słyszeliśmy tę historię, ale mało kto zdawał sobie sprawę z jej następstw. Starsza bywalczyni wiekowego kościoła w Borji, 83 letnia Cecilia Gimenez, dała upust swojemu zacięciu do malarstwa, postanawiając w 2012 roku „odrestaurować” znajdujący się tam ponad stuletni fresk przedstawiający Jezusa. Przy okazji zniszczyła go nieodwracalnie, zamieniając go tym samym w międzynarodowy przedmiot żartów.

Nieważne jak mówią, ważne, że mówią

Okazuje się, że i w tym przypadku sprawdza się powiedzenie „nieważne jak mówią, ważne, że mówią”. Oszpecony „Syn Człowieczy” tchnął nowe życie w niewielkie miasteczko, ściągając tutaj rokrocznie setki tysięcy turystów zainteresowanych zobaczeniem słynnego obrazu. W ciągu dwóch lat przez Borję przewinęło się nawet 150.000 odwiedzających, których jedynym celem wizyty było rzucenie okiem na oszpecony fresk. Trudno się dziwić. Ta historia to prawdziwy fenomen. Dzieje malowidła i jego przygód z nieutalentowaną, chociaż dobroduszną Cecilią, stały się tak popularne, że niedługo przeniesione zostaną na deski nowojorskich teatrów w ramach komicznej opery „Bój się Boga”.

Wsparcie szczytnego celu

Żeby osobiście doświadczyć zmaltretowanego „Ecce Homo”, za wejście do kościółka, w którym znajduje się obraz, należy zapłacić 1 euro. Malowidło można podziwiać przez pancerną szybę godną samej Mona Lisy. Co ważne, wszystkie pieniądze uzbierane z wejściówek przeznaczone są na szczytny cel – walkę ze stwardnieniem rozsianym.

Ekonomicznie stymulujący przebieg zdarzeń

Pojawienie się tak gigantycznego zainteresowania Borją wprowadziło miasteczko na całkowicie nową, lepszą drogę. Gospodarka mieściny ustabilizowała się po długim spadku, mającym swój początek w latach 70. Powstały nowe sklepy i miejsca pracy. Mieszkańcy okolicznych wiosek zaczęli przeprowadzać się tutaj, co może w konsekwencji doprowadzić do powstania skromnego ośrodka miejskiego. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko dlatego, że sympatyczna starsza pani wzięła na swoje barki zadanie, które ją przerosło.

Wydarzenie o znaczeniu historycznym...?

To ciekawe, że „restauracja”, która w pierwszym odruchu uznawana była za wandalizm, poprzez rozgłos i swoiste przeniknięcie do popkultury stała się znacznie wartościowszym dziełem sztuki samym w sobie. Ileż mieliśmy już ukoronowanych cierniami Jezusów? Na pęczki. Ten jednak, z twarzy przypominający Muminka, to unikat. Niewykluczone, że przez następne setki lat znajdziemy wzmianki o Cecilii w książkach o historii sztuki. Być może nagła sława tego „dzieła” to wyraz tego, jak sam zainteresowany puszcza nam z niebieskich sfer święte oko? Kto wie.