2564
2015 Luty 11 przez cabaretvoltaire
Uroczy pies Medo wpadł w kłopoty przez to, że zdarzało mu się czasem zrobić najbardziej psią z psich rzeczy – szczeknąć. Sąd wojewódzki w Peroj w Chorwacji nie okazał zwierzęciu zrozumienia w sprawie zaczętej przez zmęczoną spontanicznymi zrywami psiego hałasu sąsiadkę. Zwierzakowi zakazano wydawać z siebie dźwięki między godziną 20:00 a 8:00 rano. Chociaż to absurdalny pomysł, a tego w jaki sposób zachowa się pies raczej nie da się kontrolować, właścicielom zwierzęcia grozi wysoka kara każdorazowo, kiedy Medo złamie narzuconą mu „ciszę nocną”.

Trzyletni kundel jest tym samym pierwszym zwierzęciem na świecie, które obowiązuje podobny zakaz o wadze prawnej. Anton Simunovic, pan czworonoga, ostrzeżony został także, że jeżeli nie dopilnuje swojego psa, będzie musiał za to „wykroczenie” wyłożyć z własnej kieszeni niebagatelną sumę €2,800. Tak skrajną decyzję sędzia podjął po tym jak sąsiadka, zgłaszając sprawę na policję po raz drugi, uzupełniła swoje zeznania o stwierdzenie, że gwałtowne i niespodziewane szczeknięcia dochodzące z pobliskiej działki źle wpływają na jej zdrowie, wywołują u niej stres i ataki paniki. Właściciel oskarżonego zwierzęcia twierdzi, że to bzdura, a mieszkanka domu za płotem nigdy wcześniej nie narzekała na żadne dolegliwości wywołane normalną aktywnością psa. „Wymyśliła to, żeby zagrać na naszym organie sprawiedliwości jak na instrumencie” - twierdzi.

Bezprecedensowe wydarzenie wzbudziło ogromne zainteresowanie mediów i miłośników czworonogów z całego świata. Na Facebooku pojawił się fanpage, na którym ponad 30 000 użytkowników portalu ogłosiło swoją solidarność z kundlem, któremu odmówiono prawa do bycia psem. Absurdalny zakaz wywołał w Chorwacji debatę na temat nadużywania czasu wymiaru sprawiedliwości na takie głupotki. Powoli wyłaniający się społeczny konsensus w tej sprawie bynajmniej nie pokazuje w najlepszym świetle ani sędziego, ani nadwrażliwej, gburowatej sąsiadki.

„Medo szczeka, bo jest psem. Powiem nawet, że zdarza mu się to raczej rzadko” - opowiada o swoim czworonożnym przyjacielu Anton Simunovic - „Ostatni raz zdarzyło mu się warknąć jak zobaczył przechadzającego się po naszym ogrodzie kota. Nie zachowuje się agresywnie w stosunku do, dajmy na to, przechodniów”. Sąd miasta Pula, gdzie toczy się sprawa, pod wpływem presji społecznej rozważa zmianę zarządzenia, domagając się od właściciela psa wyłącznie jednorazowego zadośćuczynienia w wysokości 1400 euro dla sąsiadki. Ona sama natomiast odmówiła komentarza, kiedy media zwróciły się do niej z prośbą o wywiad. Zabarykadowała się potem na cztery spusty. Nie dziwimy się, że się wstydzi. Być może dopiero teraz do niej dotarło, że w walce o byle błahostkę zrujnowała swoją reputację i prawdopodobnie poważnie naraziła się wszystkim mieszkańcom swojej ulicy.