9011
Październik 8 przez prabab

Żyjąca w Nowej Zelandii samotna matka przyznała się do szokującej zbrodni. 23-letnia Krystal Harvey nakręciła film porno, na którym gwałci swojego rocznego synka. Oburzające nagranie powstało na zlecenie sponsora – pedofila.

Kobieta planowała przeznaczyć „zarobione” w ten obrzydliwy sposób pieniądze na zakup nowego laptopa. Już przed sądem stwierdziła, że nie żałuje tego, co zrobiła

Po takim wyznaniu Krystal straciła prawa do opieki i spotykania się z wykorzystanym przez nią seksualnie chłopcem. Na zawsze. Ten trafił pod skrzydła obecnych na rozprawie dziadków, zrozpaczonych rodziców kobiety.

Co zaskakujące, odebranie 23-latce praw rodzicielskich to dla niej prawdopodobnie najcięższa część wyznaczonej przez sąd kary. Chociaż początkowo groziło jej nawet osiem lat pozbawienia wolności, w toku rozprawy ten wstępny wyrok został skandalicznie złagodzony.

Kobieta nie trafi do więzienia. Zamiast tego odpokutuje swoje winy zaledwie 100 godzinami prac społecznych. Przez osiem miesięcy obowiązywać będzie ją również zakaz opuszczania domu

Taka decyzja sądu słusznie zbulwersowała Nowozelandczyków. Teraz dają wyraz swojemu niezadowoleniu przede wszystkim na portalach społecznościowych i za pomocą petycji. Mieszkańcy Waiuku - miejscowości, w której doszło do zbrodni - apelują o jak najszybsze wysłanie Krystal za kratki.

„Dla takich osób nie ma w naszym mieście miejsca. Trzymajcie ją z dala od dzieci”, nie szczędzą komentarzy oburzeni Internauci.

Prawnik reprezentujący 23-latkę w sądzie tłumaczył, że jego "naiwna" klientka została w przestępstwo wmanipulowana

Pedofil sponsorujący Krystal poza zaoferowaniem jej rekompensaty finansowej wcześniej przez kilka miesięcy zapewniał ją, że w stosunkach seksualnych z niemowlętami nie ma nic złego. Urabiał jej światopogląd tak, żeby pozbawić ją wątpliwości przed złamaniem prawa.

Jak zauważają krytycy tak niezrozumiałej decyzji sądu, gdyby podobnego gwałtu na małym dziecku dokonał mężczyzna, z całą pewnością spotkałaby go znacznie surowsza kara.

Według zebranych przez nowozelandzki dziennik „Herald” informacji, kobieta nie trafi nawet do rejestru przestępców seksualnych.