9111
Wrzesień 24 przez Skyer

Nie da się opisać cierpienia towarzyszącego utracie dziecka. A właśnie to spotkało pochodzącego z New South Wales w Australii Brada Kearnsa, który w ramach wsparcia rodzin borykających się z tego rodzaju tragedią postanowił opublikować na łamach Facebooka swoją wzruszającą historię.

27-letni pracownik siłowni wychowuje obecnie dwóch synów, jednak nawet niektórzy bliscy z jego otoczenia nie zdają sobie sprawy, że pierwsze jego dziecko, Buddy, przyszło na świat martwe. Całkiem niedawno, korzystając z okazji australijskiego dnia ojca postanowił poruszyć ten temat i dodać trochę otuchy wszystkim rodzinom, które musiały się zmierzyć z tą samą tragedią. W swoim poście na Facebooku wytłumaczył, co kryje się za małymi rączkami wytatuowanymi na wysokości jego obojczyków.

"Te malutkie rączki są ułożone w wieczne przytulenie. Te rączki należą do naszego pierwszego syna. Nazywał się Buddy. To nie miało być jego właściwe imię, ale wtedy wydawało się pasować. Gdy poznaliśmy go po raz pierwszy, spał sobie spokojnie", głosił wpis Brada.

W swoim wyznaniu zachęcił innych, by nie dusili w sobie cierpienia związanego z utratą dziecka. Przekonywał, że mówienie o tym otwarcie ulży nawarstwiającemu się przez te wszystkie miesiące a nawet lata bólowi. Internauci poruszeni apelem Brada udostępniali jego wpis, zamieszczając w komentarzach pod zdjęciem swoje wzruszające historie.

"Wśród nas żyje mnóstwo ludzi, którzy przeszli przez podobne tragiczne wydarzenia i wydaje mi się, że ci ludzie powinni być częścią nas i czuć, że do nas należą", wyznał w jednym z wywiadów. "To dla nich ważne, by tego typu tematy były poruszane i by inni mieli tego świadomość", dodaje.