14211
Maj 16 przez Excom

21-letnia studentka Pasuda Reaw, w zeszłym roku postanowiła zrobić sobie tatuaż na eksponowanym miejscu swojego. W odruchu chwili zdecydowała, że zrobi go na klatce piersiowej i wybrała motyw z dużą czerwoną różą. Wtedy wydawało jej się, że to wspaniały pomysł. 

Później - jak to często bywa - doszła do wniosku, że wygląda to mało profesjonalnie w pracy (gdzie sobie dorabia na studia) i postanowiła usunąć dziarę. Zamiast drogiej operacji laserem - na którą tak naprawdę nie było jej stać, skusiła się na produkt amerykańskiej firmy Rejuvi Labs. 

Teraz dzieli się zdjęciami ogromnej blizny, która ją oszpeciła, po tym jak sprawy potoczyły się dramatycznie źle...

Pasuda Reaw studiuje sztukę w jej rodzinnym mieście w Tajlandii.

W lutym tego roku, zgonie z zaleceniem producenta, zaaplikowała sobie na tatuaż ich produkt, ale po kilku dniach miejsce stało się ogromnie bolące i swędzące. 

Pochodząca z  Udon Thani w  północnej Tajlandii,  studentka wspomina: " Nie chciałam korzystać z bolesnego lasera i specjalistyczna pasta wydawała się dobrą alternatywą".

Zgodnie z opisem na produkcie, drobinki pigmentu z tuszu miały zostać podniesione na skórę, a ta się złuszczyć. 

Skóra z tatuażem faktycznie odeszła od ciała, ale nie tak, jak spodziewała się tego dziewczyna.

Cały proces przeciągał się w czasie, rana się powiększała, a skóra nie chciała odejść, Diewczyna z powodu nasilającego się bólu płakała i nie spała po nocach.

Na początku marca, dziewczyn a w końcu usunęła złuszczony "tatuaż", pozostawił on jednak na skórze ogromną ranę.

Do dzisiaj (zdjęcie z maja 2017) miejsce pokryte jest dużą różową blizną.

Dziewczyna wrzuciła zdjęcia do sieci, aby przestrzec innych. Gdyby mogła cofnąć czas, nadal zdecydowała by się na jego usunięcie (zakładamy, że najchętniej by go nie robiła), ale już bez eksperymentowania.