13.09.2017 00:17

Rodzice wpadli do wulkanu, próbując uratować z niego dziecko. Finał był tragiczny

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
5187
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Neapol, Włochy. Rodzina zginęła w koszmarnym wypadku, wpadając do wulkanu.

Według relacji świadków, pochodzące z Turynu małżeństwo straciło życie ratując swoje dziecko bawiące się zbyt blisko krateru buchającego wrzącym siarkowodorem.

Prawdopodobna wersja zdarzeń podawana przez media sugeruje, że wypoczywająca z dziećmi para zwiedzała niezwykłą formację geologiczną, gdy ich 11-letni synek oddalił się w stronę otoczonej płotkami bezpieczeństwa solfatary – otworu, przez który gazy wulkaniczne wydostają się na powierzchnię.

Rodzice chłopca zareagowali na jego nieodpowiedzialne zachowanie dopiero kiedy dziecko ominęło ogrodzenie zapobiegające zbliżaniu się do niebezpiecznego ujścia wulkanu. Niepotwierdzone raporty utrzymują, że podczas próby „ratowania” 11-latka, pod trójką turystów nieszczęśliwie osunęła się ziemia.

W rezultacie groteskowego wypadku rodzina wpadła do krateru, gdzie spotkała ich natychmiastowa śmierć. Nie jest pewne, czy zgon 42-letniego Massimiliano Carrer i 45-letniej Tiziany Zampella wraz z ich synem Lorenzo nastąpił w wyniku obrażeń odniesionych od samego upadku, czy raczej w konsekwencji wystawienia ich ciał na ekstremalne temperatury panujące w solfatarze.

Drugi, siedmioletni synek małżeństwa trzymał się w odległości od rodziców, co pozwoliło mu uniknąć strasznego losu. Młodszy chłopiec uciekł w bezpieczne miejsce, podczas gdy ekipa wykwalifikowanych ratowników podjęła nieudaną próbę wydobycia trójki poszkodowanych.

Wstrząśnięty tym co zobaczył świadek naoczny zdarzenia, Diego Viagliano, nazywa ten wypadek „najgorszą tragedią jaką doświadczył”: „Najpierw dostrzegłem płaczące dziecko. Nie sądziłem, że mam do czynienia z najgorszą tragedią, jaką doświadczyłem w życiu. Też jestem ojcem”, przyznaje mężczyzna.

„Odwiedzałem solfatarę w sprawach zawodowych. Wtem, razem z innymi turystami, zdaliśmy sobie sprawę, że wydarzyło się coś strasznego. Zbliżyliśmy się do krateru i zobaczyłem coś niewyobrażalnego… To tragedia. Wyciągnęli dwa ciała, a potem kazali nam odejść”, przypomina sobie Diego.

„Nadal myślę o tej rodzinie, o biednym małym chłopcu, który płacze i woła o pomoc”, dodaje świadek wypadku.

Wszystko wskazuje na to, że do smutnego zdarzenia nie doszłoby, gdyby małżeństwo stosowało się do zaleceń dotyczących bezpieczeństwa panujących na terenie przylegającym do wulkanu.

Burmistrz Neapolu oświadczył, że informacja o makabrycznym zgonie turystów jest „niepokojąca”, a także wyraził współczucie w imieniu społeczności całego miasta skierowane do bliskich ofiar tego wypadku.

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym