5631
Listopad 10 przez Skyer
Jedną z głównych zasad etycznych w medycynie jest primum non nocere, co oznacza: po pierwsze nie szkodzić. Zdarza się jednak, że ci, którym bezgranicznie ufamy, wykorzystują swoją wiedzę i przywileje do krzywdzenia swoich pacjentów. Niezależnie od tego, jak długo ich czyny pozostają poza światłem prawa, prędzej czy później wszystko wychodzi na jaw. Artykuł ten poświęcony jest lekarzom i pielęgniarkom, których pacjenci okazywali się ich ofiarami.

Josef Mengele

Pełnił funkcję lekarza SS w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w czasach II Wojny Światowej. Wszyscy Żydzi trafiający do obozu napotykali postać Dr Mengele, który ubrany w biały lekarski fartuch decydował o ich przydziale. Anioł Śmierci, bo tak go nazywano, decydował o tym, kto nadaje się do pracy fizycznej, a kto jest zbyt słaby, by się jej podjąć. Ci, którzy nie przeszli selekcji, natychmiast trafiali do komór gazowych. Znany był głównie z całkowitego braku empatii i nieludzkiego podejścia nawet do najprostszych kwestii. Gdy w jednym z kobiecych dziedzińców wykryto rozprzestrzenianie się wszawicy, Mengele bez chwili wahania zdecydował się posłać do gazu cały dziedziniec, skazując na śmierć ponad 750 kobiet. Dr Josef Mengele, poza wspomnianymi już aktami ludobójstwa, znany był również z zamiłowania do eksperymentów przeprowadzanych na ludziach, a w szczególności na dzieciach i bliźniakach. Przeprowadzał je bez znieczuleń na w pełni świadomych pacjentach. Wiele z zabiegów opierało się na usuwaniu narządów, amputacjach kończyn, wstrzykiwaniu do oczu barwnika w celu zmiany koloru tęczówki, a także na zszywaniu ze sobą ciał bliźniaków. Znaczna większość jego pacjentów umierała jeszcze przed opuszczeniem stołu operacyjnego, a ci, którzy jakimś cudem przeżywali, najczęściej umierali z powodu nieleczonych infekcji i wycieńczenia organizmu. Po wojnie zbiegł do Ameryki Południowej, gdzie żył aż do śmierci w roku 1979. I choć był poszukiwany jako jeden z najważniejszych zbiegów wojennych, nigdy nie został schwytany, a jego tożsamość ustalono dopiero po jego śmierci podczas sekcji zwłok.

Jane Toppan

Ta amerykańska pielęgniarka zabiła co najmniej 31 swoich pacjentów, wstrzykując im śmiertelną dawkę morfiny. Co najmniej, ponieważ pracowała w zawodzie ponad 20 lat, a przypuszczalna liczba jej ofiar może sięgać nawet 70. Jako atrakcyjna 26-latka, Toppan nie miała najmniejszych problemów z ukryciem swojej fascynacji śmiercią. Już jako studentka podawało pacjentom większe niż zalecane dawki leków, by zobaczyć jak zareagują na nie ich organizmy. W chwili osiągnięcia wykształcenia i rozpoczęcia pracy w zawodzie, przeniosła tę obsesję na wyższy poziom, zaczynając podawanie swoim ofiarom znacznie większych dawek morfiny i atropiny. Dla Toppan sprawy zaczęły się komplikować, gdy rozpoczęła pracę prywatnej opiekunki zdrowotnej w domu Aldena Davisa. Poza uśmierceniem Davisa, zabiła również dwie jego córki. Trzecia z nich, która zdołała uniknąć spotkania z psychopatyczną pielęgniarką, udała się na policję, co zaowocowało wszczęciem postępowania śledczego mającego na celu ustalenie powodu śmierci ojca i dwóch jego córek. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok wyszło na jaw, że ofiary Toppan zostały otrute, a wszystkie poszlaki wskazywały właśnie na nią. Po aresztowaniu Toppan wyjawiła, że chciała zabić jak najwięcej osób. Przyznała się do 31 zabójstw, dokładnie opisując dokonane zbrodnie. Z powodu wielokrotnych prób popełnienia samobójstwa, Toppan uznano za chorą psychicznie i umieszczono w szpitalu psychiatrycznym, gdzie zmarła po 40 latach od osadzenia w roku 1938.

Michael Swango

Ten z natury bardzo miły i sympatyczny lekarz nie budził żadnych podejrzeń, choć rówieśnicy z czasów studiów wspominali, że jego zachowanie było dość specyficzne. Najbardziej szokował swoim albumem, w którym umieszczał zdjęcia zmasakrowanych ludzkich ciał po różnego rodzaju wypadkach. Nikt jednak nie spodziewał się, że Swango jest brutalnym mordercą, który według różnych źródeł zabił od 30 do 60 osób. Podczas stażu w szpitalu w 1983r., pacjenci Swango zaczęli umierać w dziwnych, niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawą tą zainteresowały się pielęgniarki, które zgłosiły swoje podejrzenia do władz Uniwersytetu Ohio, jednak ich dochodzenie niczego nie wykazało. Po odbytym stażu Swango przeniósł się do Illinois, gdzie podjął się pracy kierowcy karetki pogotowia, przyznając później, że przepadał za widokiem krwi i cierpienia, które zastawał na miejscach wypadków. Ponownie zwróciło to uwagę jego współpracowników, których Swango podtruwał trucizną na mrówki, powodującą potworne bóle brzucha i wysokie gorączki. Gdy poszkodowani współpracownicy zaczęli się domyślać, kto stoi za ich pogarszającym się stanem zdrowia, zastawili na niego pułapkę, zostawiając go samego w pokoju z dzbankiem mrożonej herbaty. Następnie wysłali próbkę tej herbaty do laboratorium, szybko potwierdzając, że Swango zatruł ją trucizną na mrówki. Policja znalazła w domu Swango groźne dla ludzkiego zdrowia środki chemiczne, broń, a także notatki opisujące sposoby przyrządzenia domowych trucizn. Za sprawą tego incydentu został aresztowany i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. W więzieniu spędził jednak jedynie 2 lata, po czym został zwolniony za dobre sprawowanie. Nie porzucając swoich wcześniejszych planów, zdecydował się ponownie walczyć o pracę w służbie zdrowia, jednak jego mroczna przeszłość skutecznie mu to uniemożliwiała. Niestety – do czasu. Ostatecznie udało mu się znaleźć pracę w jednym ze szpitali w Afryce. Tam kontynuował swoje praktyki, zatruwając niezliczoną liczbę pacjentów. Gdy sprawy zaczęły wychodzić na jaw, Swango zbiegł do Europy, gdzie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości kilka dobrych lat. Zatęsknił jednak za Ameryką, co przyczyniło się do jego schwytania na lotnisku w 1997r. Został aresztowany i skazany na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.

John Bodkin Adams

Ten angielski lekarz odpowiedzialny jest za zabicie ponad 160 swoich pacjentów na przełomie lat 1946-1956r. Słynął z bardzo miłego usposobienia, szczególną sympatią darząc swoje podstarzałe pacjentki. Gdy były bliskie śmierci, Dr Adams przekonywał je do uwzględnienia go w swoich testamentach. Był na tyle skuteczny, że 132 z nich przystało na to zaledwie kilka dni przed śmiercią. Najciekawsze w przypadku Dr Adamsa jest to, że nie udowodniono mu żadnego zabójstwa ani niedociągnięć w wykonywanym zawodzie. Podejrzenia były jednak na tyle silne, że kolejne dochodzenia doprowadziły do utraty praw do wykonywania zawodu przez Dr Adamsa. Zgubiły go przekręty przy wypisywaniu recept i formularzy kremacyjnych, jak i utrudnianie pracy policji. Mimo wszystko Adams zdołał odzyskać licencję w 1961r. po dwóch nieudanych próbach. Pracował w zawodzie do swojej śmierci z przyczyn naturalnych. Jego przeszłość budziła tyle wątpliwości, że przyczyniła się ona do wielu zmian w angielskim systemie prawnym.

Dorothea Waddingham

Waddingham nie posiadała upoważnień do wykonywania zawodu pielęgniarki, nie przeszkodziło jej to jednak w prowadzeniu domu spokojnej starości w Nottingham w Anglii. Opiekowała się w nim inwalidami i starszymi ludźmi, którzy nie mogli zadbać o samych siebie. Pewnego razu wzięła pod swoją opiekę starą schorowaną kobietę i jej nieco młodszą córkę, która również z przyczyn zdrowotnych wymagała stałej opieki. Najpierw zmarła matka, następnie po niej córka. Przykuło to uwagę ich rodziny, która zdziwiła się na wieść o tym, że młodsza z kobiet na chwilę przed śmiercią dokonała znaczących zmian w testamencie. Przepisała cały swój majątek Waddingham, chcąc też być skremowaną zaraz po śmierci bez informowania o tym rodziny. Od strony formalnej proces kremacji zwłok wymaga podpisu dwóch lekarzy. Pierwszy z nich, dobry znajomy Waddingham, zrobił to bez żadnego problemu, drugi zaś nabrał jednak podejrzeń, gdy dowiedział się o nagłych zmianach w testamencie młodszej kobiety. Zażądał autopsji zwłok, która wykazała, że przyczyną zgonu było przedawkowanie morfiny. Jak się później okazało, powodem śmierci matki młodszej kobiety również było zbyt duże stężenie morfiny we krwi. Weddingham została uznana za winną podwójnego zabójstwa i skazana na śmierć przez powieszenie w 1936r.

H.H. Holmes

Holmes był amerykańskim lekarzem, który według różnych źródeł zabił od 20 do 100 osób. Przypuszcza się jednak, że liczba jego ofiar może sięgać nawet 200. Podczas studiów na Uniwersytecie Medycznym w Michigan, Holmes wykradał zwłoki z laboratoriów, a następnie wypłacał na nie podrabiane polisy ubezpieczeniowe, okłamując firmy ubezpieczeniowe, że mocno zmasakrowane zwłoki uległy wypadkowi. I choć brzmi to niedorzecznie, to jednak był w tym niezwykle skuteczny. Kolejnym etapem w życiu Holmesa było przeniesienie się do Chicago, gdzie współpracując ze światem przestępczym był w związku małżeńskim z trzema kobietami jednocześnie. Nie trzeba tutaj wspominać, że żadna z nich nie była świadoma dwóch pozostałych. Na drodze wielu przekrętów finansowo-moralnych udało mu się przejąć biznes farmaceutyczny po zmarłym mężu jednej z kobiet, z którą był w związku. Za pozyskane w ten sposób pieniądze wybudował hotel, a swoich pracowników zmuszał do ubezpieczania się na wysokie kwoty, co do których Holmes miał mieć pewne prawo. Gdy formalności dobiegały końca, zaczynał ich zabijać, wypłacając stosowne odszkodowania. Nie budziło to żadnych podejrzeń, ponieważ w tamtych czasach w Chicago miała miejsce Wystawa Światowa, która wiązała się z tym, że wiele osób odwiedzało to miasto na kilka dni, a następnie znikało bez śladu. Był to więc idealny moment na tego typu przekręty, które pozostały bez echa na bardzo długo. W swoim hotelu miał nawet kilka pokoi, które przygotował specjalnie do zabijania i torturowania ludzi. Po tym, jak uśmiercał swoje ofiary, sprzedawał ich ciała i organy laboratoriom medycznym, gdzie zaczynał swoją nieludzką praktykę. Sielanka nie trwała jednak długo. W 1897r. został skazany na śmierć przez powieszenie. Tutaj opowieść powinna się kończyć, jednak pech Holmesa chciał, że pętla nie złamała mu karku, przez co umierał w potwornych męczarniach przez prawie 20 minut.

Beverly Allitt

Kolejna pielęgniarka, która odnajdywała przyjemność w zabijaniu. Allitt pracowała w jednym ze szpitali dziecięcych w Anglii w roku 1991. Przez 59 dni swojej pracy zdołała zabić 4 dzieci, ciężko raniąc 6 pozostałych. W jaki sposób zabijała swoje ofiary? Wstrzykiwała dożylnie pęcherzyki powietrza, które praktycznie natychmiastowo powodowały zgon ofiary. Poza tym używała również insuliny, która przedawkowana może zabić pacjenta, a tym bardziej małe dziecko. Za swoje czyny została skazana na dożywocie. Trzynaście razy. I choć nie wiadomo, czym się kierowała, to podczas pobytu w więzieniu zdiagnozowano u niej zespół Münchhausena – chorobę polegającą na wywoływaniu u siebie objawów choroby w celu zwrócenia na siebie uwagi personelu medycznego.

Arnfinn Nesset

Nesset zamordował co najmniej 22 osoby pracując w norweskim domu spokojnej starości. Pełnił funkcję menagera, wielokrotnie dopuszczając się fałszerstw dokumentów i przywłaszczenia mienia. Bardzo możliwe, że zabił blisko 130 osób, jednak wiele z tych zgonów nie może zostać mu przypisanych ze względu na częściowy brak dowodów. Gdy niewyjaśnione przypadki śmierci pacjentów zaczęły nabierać rozgłosu, Nesset przyznał się do zabójstwa 27 z nich. Wstrzykiwał im środki na rozluźnienie mięśni, które przedawkowane zatrzymywały akcję serca pacjenta. Przed skazaniem na 21 lat więzienia odwołał swoje zeznania, co jednak nie uchroniło go przed wyrokiem. Odbył karę zaledwie 12 lat więzienia, po czym odzyskał wolność z racji na swoje dobre sprawowanie. Żyje do dzisiaj, ukrywając się pod fałszywym imieniem i nazwiskiem.

Harold Shipman

Dr Harold Shipman został skazany za zabicie 15 swoich pacjentów. Po uprawomocnieniu wyroku i wysłaniu oskarżonego do więzienia, kolejne śledztwa dowiodły, że pacjentów było tak naprawdę 215, a nie 15, jak pierwotnie zakładano. Niestety odkrycie to nie wpłynęło na przedłużenie wyroku Shipmana. Pracujące z nim pielęgniarki zaczęły zauważać dziwną zależność. Większość pacjentów, którzy byli pozostawieni z nim sam na sam w pokoju, zaczęli umierać w niejasnych okolicznościach. Poza tym pacjenci Shipmana po śmierci byli praktycznie natychmiast kremowani, co również pozostawiało wiele pytań. Sprawa, choć zgłoszona, nie przyniosła żadnego rezultatu; Shipmanowi nic nie udowodniono. Zgubił go jego własny błąd – po tym, jak zabił jednego ze starszych pacjentów, dopuścił się fałszerstwa jego testamentu, w ogóle nie wspominając w nim o dzieciach i żonie pacjenta. Rodzina zażądała sekcji zwłok, która wykazała, że staruszek umarł przez wstrzyknięcie dużej dawki leku, który działa podobnie do heroiny. Kolejnym krokiem policji było przeszukanie domu Shipmana, gdzie znaleziono maszynę do pisania, która została użyta do sfałszowania testamentu. Po jego aresztowaniu wyszło na jaw, że Shipman celowo zabijał swoich pacjentów, podając im śmiertelne dawki medycznego rodzaju heroiny. Dodatkowo fałszował przyczyny zgonów pacjentów, jak i dokumenty związane z przebiegiem ich choroby. Został skazany na 15-krotną karę śmierci w 2000r. Kary jednak nie odbył, ponieważ w 2004r. popełnił samobójstwo, wieszając się w celi.