7553
Wrzesień 30 przez prabab

Zrozpaczona mama przestrzega rodziców, którzy chodzą na zakupy ze swoimi małymi dziećmi, żeby nie umieszczali swoich pociech w siedzonkach wbudowanych w sklepowe wózki. Jej 10-miesięczny synek naraził się w ten sposób na zatrucie salmonellą, a niedługo potem zachorował na zapalenie opon mózgowych.

Pochodząca z Australii 35-letnia Vivienne Wardrop zabrała ze sobą do supermarketu swojego synka, małego Logana. Nie przewidując niebezpieczeństwa, włożyła go do specjalnego siedzenia dla dzieci wbudowanego w wózek. 24 godziny później zdrowie jej pociechy pogorszyło się gwałtownie

We wtorek rano wyciągnęłam go z łóżeczka i odkryłam, że ma bardzo ciężkie rozwolnienie, które przebiło się nawet przez materac”, przypomina sobie pani Wardrop. „Dałam mu picie, ale to co połknął, to od razu zwymiotował”, dodaje kobieta.

Przerażona stanem zdrowia swojego dziecka czym prędzej zabrała chłopca do lekarza, jednak usłyszała od niego tylko bagatelizującą diagnozę, sugerującą, że Logan cierpi z powodu „niegroźnego wirusa”.

Stan odesłanego do domu z antybiotykiem malucha jednak nie poprawiał się. Po dwóch dniach walki z niewłaściwie leczoną chorobą, chłopiec był tak odwodniony, że potrzeba było podjąć jego leczenie w szpitalu

Badanie źle wyglądającego dziecka wskazało, że Logan cierpiał z powodu adenowirusów, rotawirusów, salmonelli i zapalenia opon mózgowych. Według ustaleń lekarzy, niemowlę najprawdopodobniej zaraziło się nimi poprzez kontakt z powierzchnią siedzonka w sklepowym wózku, na której żyły wywołujące chorobę mikroorganizmy.

Nigdy nie widziałam tak chorego dziecka, a przecież mam ich łącznie piątkę”, smuci się Vivienne, „Logan stracił 10% swojej wagi i zaczął puchnąć po tym, jak jego organizm przestał wchłaniać wodę. To było przerażające”, mówi.

Chłopiec spędził w szpitalu już 10 dni, a specjalistom udało się ustabilizować jego stan. Maluch spędzi poza domem jeszcze dwa następne tygodnie pod obserwacją. „Nie zastanawiałam się nad tym, co robiłam, po prostu posadziłam Logana w wózku. Proszę, bądźcie ostrożniejsze niż ja”, apeluje 35-letnia mama