1547
Listopad 19 przez Skyer

Działająca przez ponad 600 lat placówka dla umysłowo obłąkanych funkcjonowała pod wieloma nazwami: St Mary Bethlehem, Bethlem Hospital, Bethlehem Hospital. Miejsce to jest jednak najbardziej znane z nieoficjalnej nazwy Bedlam, która w wolnym tłumaczeniu oznacza chaos, harmider. Nazewnictwo to, choć za wszelką cenę unikane przez pracowników placówki, nie wzięło się znikąd.

Gdyby w okolicach XV wieku zbliżyć się do budynku Bedlam, moglibyśmy odnieść wrażenie, że wkraczamy na plan filmowy filmu grozy. Angielski szpital psychiatryczny był bowiem swego czasu jedyną tego typu placówką w całej Europie, przyjmując ludzi chorych umysłowo, a także tych, którzy ze względu na agresywne zachowanie i skłonność do przemocy zostali uznani za niezdolnych do życia w społeczeństwie. W tamtych czasach jednostki skazane na pobyt w Bedlam nie mogły liczyć na leczenie psychiatryczne znane nam dziś. Ośrodek funkcjonował raczej na zasadzie więzienia, w którym zamykano wszystkich tych, którzy z jakiegoś powodu nie wpisywali się w schemat przeciętnego mieszkańca ówczesnego Londynu. Stwierdza się, że ogromna liczba pacjentów Bedlam w dzisiejszych czasach nie zostałaby nawet poddana terapii psychiatrycznej. Ci zaś, którzy tam trafili, mogli liczyć jedynie na niekompetencje sadystycznego personelu medycznego, bestialską przemoc, upokorzenie i przede wszystkim zapomnienie. Przed nami mroczna historia Bedlam, pierwszego szpitala psychiatrycznego w Europie.

Budynek wybudowano bezpośrednio nad regularnie zapychającymi się kanałami ściekowymi. Doprowadzało to do przelewania się ekskrementów, które gromadziły się przed wejściem do ośrodka. W oficjalnych sprawozdaniach z oględzin placówki dowiadujemy się, że Bedlam było miejscem "obrzydliwym i brudnym", jednak nigdzie nie wspomina się o naganach kierowanych w stronę administracji i personelu, mających na celu zmianę tego stanu rzeczy. Utrzymanie czystości było niezwykle trudne ze względu na niewystarczające zaopatrzenie placówki w wodę. Do roku 1657 jedynym miejscem z "czystą" wodą był drewniany zbiornik znajdujący się za budynkiem. Wodę przenoszono wtedy przy użyciu wiader i pojemnych naczyń. Kolejnym czynnikiem wpływającym na niezwykle niskie standardy higieny panujące w placówce był brak dostępu do toalet. Główne miejsce tego typu znajdowało się również za budynkiem, jednak ten był na tyle rozległy, że pacjenci załatwiali się do nocników, które bardzo rzadko opróżniano. Efektem tych praktyk były cele wypełnione odchodami, w których chorzy umysłowo brodzili, niejednokrotnie obrzucając nimi personel i odwiedzających. Pracownicy musieli przywyknąć do warunków panujących w miejscu pracy, co zapewne miało bezpośrednie przełożenie na bestialski sposób, w jaki traktowano niestabilnych umysłowo pacjentów.

Bedlam było placówką finansowaną przez państwo, jednak otrzymywane środki były niewystarczające do poprawnego funkcjonowania zakładu. Polegano zatem głównie na publicznych, dobrowolnych datkach. Społeczeństwo za wszelką cenę unikało tego miejsca, w związku z czym osobami wspierającymi działanie szpitala były praktycznie wyłącznie rodziny pacjentów. Doprowadziło to do konieczności cięcia kosztów, na czym zasadniczo ucierpieli sami pacjenci. Według oficjalnych doniesień, karmiono ich dwa razy dziennie. Posiłki, choć składały się z pieczywa, masła, owsianki i mięsa, były przydzielane w głodowych porcjach. Chorzy cierpieli głód. Stan ten traktuje się jako jedną z przyczyn ich przedwczesnej śmierci.

Ubogi budżet szpitala psychiatrycznego zdecydowano się podreperować poprzez udostępnienie ośrodka zwiedzającym. Początkowo ten wątpliwej natury przywilej dostępny był dla najbogatszych - najczęściej osób związanych z władzą - którzy traktowali wycieczkę po Bedlam jak wizytę w zoo. Z czasem dostrzeżono, że zyski z oddania placówki do wglądu publicznego stanowią lwią część budżetu, decydując się na jej pełne otwarcie dla każdego, kto gotów był uiścić opłatę. To właśnie wtedy opinia publiczna została poruszona sposobem, w jaki traktuje się pacjentów, a także warunkami panującymi w zakładzie. Przykuci do ścian obłąkani, wszechobecny syf, smród, zaniedbanie, a wszystko to zwieńczone niosącymi się po szpitalu jękami i płaczem pacjentów - taki obraz czekał każdego, kto zechciał przekroczyć próg Bedlam.

Niezależnie od warunków panujących w szpitalu, personel medyczny starał się leczyć swoich pacjentów. W tamtych czasach najpopularniejszą, powszechnie stosowaną metodą była terapia rotacyjna. Polegała ona na usadzeniu chorego na krześle, które następnie unoszono na hakach podczepionych do sufitu, wprawiając krzesło w ruch obrotowy. Częstotliwość obrotów ustalał lekarz, a mogła wynosić ona nawet 100 obrotów na minutę. Kurację tę stosowano nieustannie nawet przez kilka godzin. Przy jej pomocy starano się zmusić pacjenta do wymiotów, które w tamtych czasach uznawano za oczyszczające i terapeutyczne. Połączenie terapii rotacyjnej z ubogą dietą bardzo szybko doszczętnie wyniszczało ludzki organizm. Nadpobudliwi, obłąkani pacjenci stawali się smętni i osłabieni, co w oczach lekarzy jedynie potwierdzało skuteczność stosowanej metody. Innymi sposobami zwalczania chorób psychicznych było puszczanie krwi, używanie pijawek, a także celowe okaleczanie ciała. Wierzono, że choroba opuszcza organizm wraz z krwią. Okaleczanie pacjentów wydawało się zatem w pełni uzasadnione. Im ciało było bardziej okaleczone, tym większa szansa, że choroba ustąpi.

Niektórzy z lekarzy wierzyli również, że choroba psychiczna może ustąpić w momencie złamania psychiki pacjenta. Na ich czele stał John Haslam, który pomimo cennego dorobku naukowego był jednym z głównych katów w Bedlam. Jego eksperymentalne metody leczenia opierały się na brutalnych torturach i znęcaniu się nad osadzonymi. Przywiązywano ich do ścian, unieruchamiano łańcuchami i bito. Chorzy byli śmiertelnie przerażeni i osłabieni, w wyniku czego przedwcześnie umierali. Pozostały personel medyczny nie popierał eksperymentalnych, brutalnych terapii stosowanych przez Haslama. Ten był jednak wysoko postawioną i powszechnie szanowaną osobą, co uniemożliwiło odwołanie go z wykonywanego przez niego zawodu. Dopiero po wizycie w placówce znanego w tamtych czach filantropa Edwarda Wakefielda sytuacja uległa zmianie. W obawie przed wyciekiem poufnych, mrocznych sekretów szpitala do prasy, Haslam ustąpił. Po jego odejściu pacjenci Bedlam zaczęli być traktowani w znacznie bardziej humanitarny sposób.

Śmierć pacjentów ośrodka była niezwykle na rękę tamtejszym chirurgom, którzy dopiero co przecierali szlaki w anatomii. Nauka ta wymagała dostępu do zwłok, a te było na tyle trudno pozyskać, że dopuszczano się grabieży świeżo pochowanych ludzkich ciał z cmentarzy. W znacznie komfortowej sytuacji był Bryan Crowther, jeden z chirurgów pracujących w Bedlam, nazywany "rzeźnikiem". I choć w założeniu miał pomagać chorym, wykorzystywał swoją pozycję do badań i eksperymentów na ludziach. Starał się znaleźć w ciałach zmarłych pacjentów jakąś fizyczną, namacalną zależność wskazującą na chorobę umysłową. W tym celu przeprowadzał wnikliwe sekcje, skupiając się na szatkowaniu mózgów pacjentów. Tego typu precedensy były uznawane za nielegalne i bluźniercze, jednak nie przeszkodziło to Crowtherowi w prowadzeniu tej praktyki przez blisko 20 lat, aż do momentu zwolnienia. Crowther opuścił szpital w podobnym czasie, co wcześniej wspomniany Haslam, a ich odejście oczyściło złe imię ciągnące się za Bedlam od lat.

Mimo wszystko śmierć w placówce była czymś niezwykle powszechnym. Mało który obłąkany mógł poszczycić się zainteresowaniem ze strony rodziny i bliskich, w związku z czym większość ciał pozostawała niczyja. Wszczęto więc procedurę wykopywania masowych grobów, gdzie zakopywano ofiary Bedlam.

Na jedno z takich zbiorowych miejsc pochówku natknięto się w 2013 roku na ruchliwej ulicy Liverpool Street. Spoczywało w nim blisko 4 tysiące osób, co idealnie obrazuje skalę umieralności panującą w tym okrytym złą sławą angielskim szpitalu psychiatrycznym.

Bethlem Royal Hospital zmienił swoją lokację w trakcie II Wojny Światowej. Obiekt funkcjonuje po dziś dzień. Od 1970 roku można w nim znaleźć małe muzeum, które funkcjonuje w dni powszednie. Wystawa opiera się głównie na obrazach pędzli byłych pacjentów szpitala, jednak nie brak w niej również archiwalnych plików i dokumentów opisujących mroczną przeszłość placówki.