970
Listopad 13 przez musang

Odosobnione wyspy zawsze działały w na wyobraźnię okolicznych mieszkańców i jak się okazuje - niektóre legendy i tajemnice nie powinny być spychane do roli mrocznych fantazji. Wiele mrocznych historii powiązanych z wyspami to czyste fakty - może jedynie nie do końca wyjaśnione.

Isola La Gaiola i szokująca seria niewyjaśnionych zgonów

Na pierwszy rzut oka Isola La Gaiola to kolejny przykład malowniczej wysepki u wybrzeży południowych Włoch. Usytuowana w Zatoce Neapolitańskiej, dzieli się na dwie skaliste części, połączone ze sobą topornym, kamiennym mostem. Otoczona jest ruinami z okresu starożytnego Rzymu oraz Podwodnym Parkiem Gaiola, słynącym ze swego bogactwa morskiej natury. Swego czasu wyspa była symbolem bogactwa, o który zabiegali najbardziej wpływowi ludzie Europy, teraz natomiast stoi opuszczona, ze względu na serię tajemniczych wypadków oraz pogłoski o ciążącej na niej klątwie.

W latach 20. XX wieku zaczęto mówić o nawiedzonej wyspie, gdy jej właściciel został znaleziony martwy - a jego ciało zostało zawinięte w dywan. Wkrótce potem, jego żona utonęła w niezwykle łagodnych wodach zatoki. Następny właściciel, bogaty Niemiec Otto Grunback, zmarł na atak serca podczas pobytu w swojej willi. Posiadłość przejął następnie potentat farmaceutyczny ze Szwajcarii, który postradał zmysły i popełnił samobójstwo. Ten sam los spotkał syna szefa Fiata - Gianni Agnelli, natomiast jego bratanek, który miał w tych okolicznościach dziedziczyć po Angellim, zmarł na bardzo rzadką odmianę raka. Kolejny nabywca La Gaioli zbankrutował. 

Seria niezwykłych zdarzeń trwała nadal.  Wnuczek J. Paula Getty został porwany, a ostatni w tej przeklętej serii posesjonat został skazany na karę więzienia, w związku z okolicznościami upadku jego firmy...

Malediwy i zaginiony lot Malaysia Airlines 370

Wyspiarze z Malediwów są przekonani, że widzieli słynny zaginiony samolot Malaysia Airlines 370 (marzec 2014 r.), który przelatywał nad ich głowami. Według mieszkańców Kudahuvadhoo, Jumbo Jet przeleciał na niskiej wysokości około 6 nad ranem i pomimo powszechnych wątpliwości, wyspiarze upierają się przy swoim, twierdząc, że doskonale potrafią odróżnić Boeinga 747 od hydroplanu. 

Co więcej, krótko po tym, jak zaginął malezyjski samolot, dziwny obiekt zarył się w piaskach lokalnej plaży  Miejscowi zgłosili to policji w obawie przed ryzykiem eksplozji. Ta z kolei wezwała siły wojskowe. Mundurowi jednak ogłosili tylko, że obiekt nie jest groźny i odmówili dalszych komentarzy na ten temat. 

Sprawa pozostała niewyjaśniona, przynajmniej dla opinii publicznej.

Galapagos i tragiczny romans

Pewna historia z wysp Galapagos brzmi jak połączenie mrocznego kryminału z operą mydlaną. Wszystko zaczęło się w latach 30. XX wieku, gdy na archipelagu zaczęli osiedlać się pierwsi mieszkańcy. Najpierw przeniósł się tam Friedrich Ritter, dentysta z Niemiec, z powodu afery wywołanej romansem z pacjentką. Przed przyjazdem na wyspę, para usunęła wszystkie swoje zęby i zastąpiła je sztucznym, stalowym zestawem, który dzielili między siebie. Drugim przybyszem na Galapagos był cierpiący na powojenną traumę Heinz Wittmer, a następnie ekscentryczna kobieta, która nazywała siebie baronową Eloise Wehrborn de Wagner-Bosquet. 

 

Baronowa wkrótce zabrała się do pracy razem ze swoimi kochankami (Rudolfem Lorenzem i Robertem Philippsonem), chcąc na wyspach wybudować hotel. Jednak uwagę mediów przykuł nie ten projekt, a zwyczaj przechadzania się po egzotycznych plażach w jedwabnej bieliźnie. Nie spodobało się to z kolei byłemu dentyście, przyzwyczajonemu do bycia w centrum uwagi. Tymczasem, Wittmer żył spokojnie z żoną i dziećmi, sprawiając wrażenie, że pozostanie wraz ze swym dobytkiem na wyspie niewzruszony, kiedy dwójka ekscentrycznych sąsiadów zamieni swój raj w piekło. I tak właśnie sytuacja zaczęła się pogarszać, gdy kochankowie baronowej nie przestawali się między sobą kłócić, a Ritterowie oskarżali ją o kradzież intymnych listów. 

 

W końcu, w marcu 1934 roku Wagner-Bosquet i Philippson zaginęli bez śladu. Rodzina Wittmerów utrzymywała, że para ta odpłynęła z przyjaciółmi statkiem na Tahiti, chociaż nikt statku tego nie widział (ani na Galapagos, ani na Tahiti), a baronowa zostawiła wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy w domu. Ritter i jego kochanka utrzymywali, że parę zamordował Lorenz, który z kolei nie tracił czasu i szybko opuścił wyspę na kutrze rybackim. Niemniej jednak, i on i rybak zostali znalezieni kilka miesięcy później na pobliskiej wyspie, martwi z pragnienia. Wkrótce potem zmarł sam Ritter z powodu zatrucia pokarmowego (niektórzy utrzymują, że został otruty przez kochankę), a jego kobieta wróciła do Niemiec - zostawiając Wittmerów samych na Galapagos.

Na podstawie powyższych wydarzeń został nakręcony film dokumentalny The Galapagos Affair: Satan Came to Eden.

George's Island i morderstwo załogi szkunera

Do 1876 roku George's Island była całkiem szczęśliwym miejscem, chętnie odwiedzanym przez rybaków i turystów. Do dnia, w którym wydarzyła się tragedia - do jej wybrzeży podczas sztormu został zniesiony szkuner Walrus. Kapitan, wiedząc, że statek rozbije się na skałach, zarządził ewakuację na łodziach ratunkowych. Niestety, tylko jednemu marynarzowi udało się ujść z życiem. 

A przynajmniej taką właśnie historię opowiedział rozbitek. Jednak później tego roku rybacy natrafili na trzy okaleczone ciała marynarzy - wszystkie pozbawione były głów. Potem znaleziono jeszcze jedno ciało z licznymi ranami siekiery na głowie, a także dwa namioty wykonane z żagla. Dowody były zbyt małe,  aby móc wszcząć dochodzenie, jednak panuje powszechne przekonanie, że mężczyzna, który przeżył, zamordował kapitana i resztę załogi, kryjąc się następnie w niezamieszkałych okolicach Labradoru.

Krypta na Barbados

W 1808 roku śmierć dziecka państwa Chase rozpoczęła historię mrocznych opowieści o rodzinnej krypcie na Barbados. Mała trumienka została złożona w katakumbach, w których cztery lata potem złożono ciało jej siostry, młodej Dorcas Chase, która popełniła samobójstwo przez zagłodzenie.

Miesiąc później zmarł także ojciec dziewczynek, pułkownik Chase. Kiedy żałobnicy znosili trumnę pułkownika do krypty, zauważyli, że dziecięca trumna stała pionowo w rogu pomieszczenia. Myśląc, że ktoś włamał się do grobowca, rodzina postanowiła solidniej zabezpieczyć wejście do niego. Nie zastanawiano się nad tym wypadkiem dłużej, aż do kolejnego pogrzebu, cztery lata później, gdy okazało się, że żadna z trumien nie była na swoim miejscu. Pojawiły się wtedy opowieści o jękach wydobywających się z katakumb oraz koniach, które topiły się w morzu.

Trzy lata później znów otwarto kryptę, znów oglądając w niej duży nieporządek. Gubernator postanowił rozwiązać tę sprawę, rozsypując na podłodze piasek, by odkryć ewentualne ślady stóp, oraz pieczętując wejście swoim sygnetem.

W 1820 roku otworzono grobowiec po raz ostatni, odkrywając, że wszystkie trumny rozrzucone były w chaotyczny sposób, a piasek pozostał nienaruszony. Postanowiono pochować wszystkie ciała, każde w innym miejscu na lokalnym cmentarzu.

Oficjalna wersja głosi,  że najprawdopodobniej do krypty wdzierała się woda deszczowa, która przenosiła trumny z miejsca na miejsce.  Teoria ta nie została jednak nigdy potwierdzona.