1114
Październik 4 przez Skyer

Malawia, Afryka. Kraj, w którym obowiązuje jedna z najbardziej szokujących tradycji na ziemi. W malawijskim społeczeństwie żyją bowiem mężczyźni, którzy nazywani są hienami. Ich praca polega na uprawianiu seksu z młodymi dziewczynkami w imię mocno przestarzałej już tradycji - rodzice są silnie przekonani, że oddając hienie swoje córki zapewnią całej swojej rodzinie dobrobyt. Rytuał ten jest czymś w rodzaju zniesienia ciążącej na rodzinie klątwy.

Około 40-letni Eric Aniva od lat pracuje jako hiena i w swoim otoczeniu uznawany jest za prawdziwego fachowca. "Większość, z którymi sypiam, to młode dziewczyny, chodzą do szkoły", tłumaczy Eric. "Niektóre z nich mają dopiero 12-13 lat, ale osobiście wolę starsze. Każda z nich jest zadowolona z tego, że jestem ich hieną. Są z tego dumne i chwalą się innym, że jestem prawdziwym mężczyzną, który wie jak zadowolić kobietę".

Za skorzystanie z jego oczyszczających usług należy zapłacić w przeliczeniu na złotówki od 15 do 20 zł. I choć w Malawi nie jest to mała kwota, rodzice z chęcią i w pełni dobrowolnie oddają swoje córki Ericowi, by ten z nimi spółkował. Warunek jest jeden - każda z nich musi być świeżo po swojej pierwszej menstruacji. Z usług hien korzysta się również w szczególnych dla kobiet momentach, jak chociażby aborcja czy śmierć męża. 

Eric jest niezwykle dumny z wykonywanego zawodu. Otwarcie przyznaje również, że jest nosicielem wirusa HIV. Otwarcie, czyli tak długo, jak w okolicy nie ma osób mogących chcieć skorzystać z jego usług. Mężczyzna nie chce bowiem zrażać do siebie klientów, utrzymując przed nimi ten mało istotny szczegół w tajemnicy. Pomaga mu w tym szacunek, jakim w Malawi darzy się hieny. Ludzie ślepo wierzą, że hieny są okazami zdrowia, których nie trzymają się żadne znane ludzkości choroby.

HIV jest jednak ogromnym i wciąż rosnącym problemem w krajach afrykańskich. Dane są wręcz wstrząsające - 69% wszystkich ludzi zarażonych HIV żyje w Afryce. Sytuacja ta wygląda jeszcze bardziej niekorzystanie dla dzieci - aż 91% światowej populacji dzieci będących nosicielami dorasta w Afryce. Na tym kontynencie choroba ta zabija rocznie ponad milion osób.

Można by się więc spodziewać, że reakcja rządzących krajem powinna być natychmiastowa i zdecydowana. Nic bardziej mylnego - przedstawiciele rządu jasno dają do zrozumienia, że nie zakażą tej tradycji, jedynie starając się zniechęcać do niej swoich pochodzących ze wsi obywateli.