10119
Październik 15 przez Skyer

Historia Liz Woodward jest najlepszym dowodem na to, że czyniąc dobro możemy mieć pewność, że kiedyś na pewno do nas wróci. 

24-letnia Liz pracuje jako kelnerka w jednej z restauracji w mieście Delran (USA). W zeszłym tygodniu obsługiwała dwóch wycieńczonych wezwaniem strażaków, którzy poprosili ją o "największy kubek kawy, jaki macie"

Strażacy Tim Young i Paul Hullings zaledwie kilka chwil wcześniej brali udział w gaszeniu płonącego magazynu w okolicach Delran

Gdy Liz zdała sobie z tego sprawę, postanowiła zapłacić za ich zamówienie. Zamiast paragonu zaniosła im sporządzony przez siebie liścik, w którym podziękowała im za ich służbę

"Wasze śniadanie jest dzisiaj na mój rachunek - dziękuję za wszystko, co robicie: za pomoc innym i wchodzenie do miejsc, skąd wszyscy inni uciekają. Niezależnie do pełnionej przez was funkcji, jesteście dzielni, odważni i silni... Dzięki za odwagę i bycie twardzielami każdego dnia! Napędzani ogniem i odwagą - jesteście prawdziwym wzorem do naśladowania. Odpocznijcie trochę", napisała 24-latka.

Ciepłe słowa dziewczyny tak bardzo poruszyły Tima, jednego ze strażaków, że opisał całą historię na swoim Facebooku, zachęcając wszystkich do odwiedzin restauracji, w której pracuje Liz

Strażacy dowiedzieli się jeszcze jednej rzeczy o Liz. Jej ojciec jest sparaliżowany i od dłuższego czasu zbiera pieniądze na samochód, który byłby przystosowany do transportu niepełnosprawnych poruszających się na wózku inwalidzkim

Aby zebrać odpowiednią kwotę, rodzina 24-latki założyła zbiórkę pieniędzy na stronie crowdfundingowej GoFundMe, licząc na to, że pewnego dnia będą mogli w końcu wspólnie podróżować

Strażacy postanowili więc nagłośnić jej zbiórkę pieniędzy, promując ją w mediach społecznościowych. Odzew internautów był natychmiastowy

Celem zbiórki pieniędzy była kwota 17 tysięcy dolarów. Z pomocą strażaków, którzy postanowili odwiedzić rodzinę Liz, udało się zebrać ponad 70 tysięcy

"Jedyne co zrobiłam, to zapłaciłam za ich śniadanie i nie liczyłam nawet, że wywiąże się z tego coś więcej niż ich uśmiech."

"Przesłaniem tej historii jest to, że należy być dla siebie miłym i dawać coś od siebie, gdy tylko możemy - nawet najmniejszy gest może zmienić czyjeś życie", wyznała wzruszona i wdzięczna Liz.

"Wszystko co dajesz w końcu wraca"

Wierzysz, że dobre uczynki do nas wracają?

Tak
Nie