07.06.2017 10:59

Lekarze walczyli o życie matki i jej nowo narodzonego dziecka. Mogli jednak uratować tylko jedno z nich

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
8134
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Lindsey Cullerton oczekiwała przyjścia na świat kolejnego dziecka. Nie przypuszczała jednak, że do szpitala trafi już w czwartym miesiącu ciąży. Jej stan zdrowia wymusił na lekarzach podjęcie bardzo ryzykownej decyzji...

38-letnia Lindsey trafiła do szpitala w Menchesterze (UK) po tym, jak zaczęła odczuwać silne bóle w okolicach klatki piersiowej. Nietypowe objawy powiązano z chorobą serca kobiety, która z powodu wylewu przeszła w 2012 roku przez operację wszczepienia zastawki sercowej. Lekarze wiedzieli, że czeka ją kolejna, równie skomplikowana operacja. Problemem okazała się jednak ciąża - Lindsey była wówczas w jej czwartym miesiącu. Żeby ocalić matkę wraz z dzieckiem, lekarze postanowili, że inwazyjnie przyśpieszą poród. Zdecydowano się wykonać cesarskie cięcie, po którym grupa chirurgów natychmiastowo przystąpiła do operacji serca Lindsey. Bernard Clarke, profesor medycyny będący jedną z osób zajmujących się przypadkiem 38-latki tak komentuje ten wybór:

"To i tak miała być bardzo trudna operacja. Niektórzy lekarze sugerowali, że powinniśmy w pierwszej kolejności przeprowadzić operację na matce, ale byli też i tacy, w tym ja, którzy uważali, że najlepszym sposobem na ocalenie Lindsey i jej dziecka będzie cesarskie cięcie, a następnie operacja serca kobiety".

Początkowo nic nie wskazywało na to, że wystąpią jakiekolwiek problemy. Dziecko przyszło na świat całe i zdrowe, a stan zdrowia Lindsey tuż po operacji zdawał się być stabilny. Niestety nie trwało to długo - 38-latka zmarła dwa tygodnie po inwazyjnych zabiegach. Jej organizm nie poradził sobie z porodem, cesarskim cięciem i operacją na sercu.

"Ludzka interwencja odegrała tu kluczową rolę, ale w założeniu miała ocalić i poprawić jakość jej życia. Niestety zapoczątkowała serię komplikacji zdrowotnych", wyznał w wywiadzie dla serwisu Mirror Nigel Meadows, koroner zajmujący się sprawą.

Przedwcześnie urodzony synek został nazwany Jacob i jest zdrowym i wesołym maluchem. Rodzina Lindsey jest niezwykle wdzięczna personelowi medycznemu szpitala Manchester Royal Infirmary za to, że walczyli o życie dwóch swoich pacjentów do samego końca. Nie ukrywają jednak, że śmierć 38-letniej matki była dla nich szokiem.

"Moja mama po operacji zdawała się dochodzić do siebie, więc jej śmierć była dla nas szokiem", komentuje Keeley, jedno z trójki dzieci Lindsey. Obecnie jednak wszystkim zależy najbardziej na tym, by zapewnić spokojne życie uratowanemu Jackobowi.

Uważasz, że kogo zdrowie powinno się liczyć bardziej w takim przypadku?

Matki
Dziecka

Liczba głosujących: 196

Matki - 55%

Dziecka - 45%

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym