18.08.2017 02:36

Jezuici przeżyli wybuch w Hiroszimie. Ocaliła ich... opatrzność Boża?

KATEGORIA: CIEKAWOSTKI
1870
KATEGORIA: CIEKAWOSTKI

Ojciec Hubert Schiffer był jednym z ośmiu niemieckich jezuitów, którzy przeżyli wybuch bomby atomowej w Hiroszimie, przebywając dosłownie 8 budynków od strefy zero. Wielu uważa, że to cud, zasługa Bożej Opatrzności. Sceptycy utrzymują, że ludzie zgromadzeni w Katedrze Urakami w Nagasaki w czasie ataku atomowego nie otrzymali podobnej ochrony. Poza tym, było kilkoro nie-katolickich ocalałych, znajdujących się jeszcze bliżej centrum wybuchu w Hiroszimie. Jak więc było naprawdę?

"Little boy", bomba atomowa zrzucona 6 sierpnia 1945 r. na Hiroszimę

W poniedziałek, 6 sierpnia, o godzinie 8:15, Enola Gay, amerykański bombowiec B-29, zrzucił bombę atomową nazwaną Chłopczykiem ("Little boy") o mocy równoważnej ok. 15-16 kilotonom trotylu. Po ponad czterdziestosekundowym locie bomba eksplodowała, tworząc grzyb wysoki na ponad 15 km. Wybuch dosłownie unicestwił wszystko w promieniu ok. 1,5 kilometra. Jeszcze dalszy zasięg miała fala uderzeniowa. Około 80 tysięcy osób zginęło natychmiast od wybuchu; do tej liczby należałoby doliczyć ofiary zmarłe wskutek napromieniowania, a i tych było niemało. Ponadto, ponad dwie trzecie budynków miejskich zostało zniszczonych.

Hiroszima po eksplozji atomowej

Niemal w środku tego apogeum zdarzyła się rzecz niezwykła - w odległości około kilometra od strefy zero położona była parafia ojców jezuitów. Wszyscy jej członkowie, ośmiu zakonników, przeżyło tę katastrofę niemal bez szwanku, z paroma ledwie zadrapaniami. Ich kościół stał cały, podczas gdy dosłownie wszystko w zasięgu wzroku było zrównane z ziemią.

Ojciec Hubert Schiffer

Ojciec Hubert Schiffer był jednym z ocalałych, mającym wtedy 30 lat. Dożył 67 lat w całkiem dobrym zdrowiu. W chwili wybuchu, jak wspominał, pomyślał że to eksplozja w jakimś kompleksie militarnym Hiroszimy - parę ich było, zwłaszcza w czasie wojny. "Powietrze wypełnił przerażający huk eksplozji. Niewidzialna siła poderwała mnie z krzesła, wyrzuciła w powietrze i zmiotła, ciągle i ciągle obracając" - wspomina jezuita, który w chwili wybuchu jadł śniadanie. Gdy doszedł do siebie, zauważył, że wszystko wokół nich było zdewastowane.

On i inni jezuici ze wspólnoty doznali właściwie tylko trochę zadrapań, nie mieli również choroby popromiennej, co sprawdzano prawie dwustukrotnie na badaniach. Ojciec Hubert i inni ojcowie byli przekonani: "Żyliśmy orędziem Fatimy, dlatego przeżyliśmy. Dzień w dzień odmawialiśmy w naszym domu różaniec".

Dr Stephen Rinehart z Departamentu Obrony USA, fizyk oraz specjalista w dziedzinie rozszczepiania atomów, powiedział: "W odległości jednego kilometra od wybuchu panuje temperatura od dwóch i pół do trzech tysięcy stopni Celsjusza, a fala ciepła uderza z prędkością dźwięku napierając z ciśnieniem większym niż 600 psi (ponad 40 atmosfer). Siedziba jezuitów powinna być ponad wszelką wątpliwość zniszczona. W takich warunkach nie jest możliwe, aby ktokolwiek przeżył. Nikt nie powinien zostać przy życiu w odległości jednego kilometra. Ani w odległości dziesięć razy większej - dziesięć do piętnastu kilometrów od epicentrum wybuchu. Widziałem, jak rozpadały się ceglane ściany szkoły podstawowej. Sądzę, że zaledwie kilka osób, które nie uległy całkowitemu spaleniu, przeżyło. Ale umarły one na raka w ciągu następnych piętnastu lat".

Czy jezuitów ocalił cud?

Tak, inaczej eksplozja nie zostawiłaby ani jednego żywego ducha
Nie, na pewno da się to jakoś wyjaśnić

Liczba głosujących: 38

Tak, inaczej eksplozja nie zostawiłaby ani jednego żywego ducha - 61%

Nie, na pewno da się to jakoś wyjaśnić - 39%

Czytaj więcej
Udostępnij znajomym