6977
Sierpień 28 przez Skyer

Poniższa historia jest najlepszym dowodem na to, że brak dokładnej znajomości zaopatrzenia lodówki oraz głód to doprawdy zdradziecka kombinacja. Boleśnie przekonał się o tym pochodzący z Wielkiej Brytanii Josh Barraclough, który pewnego wieczoru zdecydował się na szybką, z pozoru smaczną przekąskę...

Josh, jak na ironię z zawodu kucharz, wrócił pewnego pięknego dnia z pracy, będąc potwornie głodnym. Był jednak na tyle zmęczony, że wizja kuchennych eksperymentów rodem z telewizyjnych programów kulinarnych napawała go odrazą. Postawił więc na szybką przekąskę, decydując się na kanapki z pasztetem wołowym. Musicie przyznać, że to wybór doskonały - pieczywo, masło, pasztet, kilka przeciągnięć kuchennym nożem i voilà, danie gotowe. Problem w tym, że ów wołowy pasztet nie miał nic wspólnego z pasztetem. Z wołowiną zresztą też.

Było już jednak za późno. Kanapki, jak przyznaje Josh, miały dość intensywny posmak cebuli, jednak nieroztargniony kucharz założył, że to wina wyłącznie intensywnych przypraw. Rozczarowanie przyszło następnego dnia, gdy jego dziewczyna, Abigail Tina Elliott, poprosiła go o małą przysługę. A brzmiała ona: "Kochanie, nakarmisz psa? Jego jedzenie jest na białej tacce w lodówce".

Tak, zgadza się - niczego nieświadomy Josh pochłonął połowę opakowania psiego jedzenia dla 13-tygodniowej chihuahy o wdzięcznym imieniu Hulk. Gdy Abigail dowiedziała się o wtopie swojego faceta, puściła tę historię do mediów społecznościowych, a internauci z całego świata po dziś dzień mają niezły ubaw z brytyjskiego kucharza, który nie odróżnia wykwintnego, wołowego pasztetu od najtańszego psiego żarcia.

"Nawet za bardzo nie przepadam za pasztetami. Zazwyczaj jem kanapki z szynką i serem, ale byłem po pracy i chciałem coś szybko przekąsić", próbuje się bronić Josh. Mężczyzna zapewnił również, że od tej pory będzie dokładnie czytał etykiety każdego jednego produktu wyciąganego z lodówki. Nam pozostaje mieć nadzieje, że ta epicka wpadka nie przeszkodzi mu w żaden sposób w karierze.