2645
2015 Wrzesień 26 przez Tristia

Turysta z Wielkiej Brytanii wdał się w dyskusję z barmanem krakowskiego klubu ze striptizem, odmawiając zapłaty za - jego zdaniem - celowo zawyżony rachunek. Zwykła wymiana słów przerodziła się w śmiertelnie niebezpieczną strzelaninę.

31-letni Christian Lidster świętował 30 urodziny swojego kolegi w jednym z krakowskich klubów nocnych. Gdy zabawa zaczęła dobiegać końca i przyszedł czas na płacenie za zamówiony alkohol, Brytyjczyk nie mógł uwierzyć, że za cztery butelki wódki przyjdzie mu zostawić w Hypnose Gentleman's Club całe sto funtów. Wymiana zdań z barmanem zdawała się zmierzać donikąd, więc 31-latek stanowczo odmówił zapłaty i zaczął kierować się do wyjścia. W tym momencie ochroniarz lokalu wyciągnął pistolet pneumatyczny i z bardzo bliskiej odległości zaczął strzelać w Christiana, raniąc go w oko i tors. 

 

"To wyglądało tak, jakby moje oko eksplodowało. Ból był tak silny, że miałem wrażenie, że wysadziło mi głowę. Wszędzie dookoła była krew, mam szczęście, że wyszedłem z tego cało", komentuje poszkodowany.

Po pierwszej serii z pistoletu koledzy postrzelonego Christiana przepchali się z nim do głównego wyjścia i z pomocą dwóch Polek mówiących po angielsku zamówili taksówkę, kierując się do najbliższego szpitala. 

"Lekarze usunęli mi łuski z oka i klatki piersiowej. To były łuski z lekkiej broni palnej, bez wątpienia mogły mnie zabić", stwierdza 31-latek.

Gdy jego stan się poprawił, czym prędzej zamówił samolot powrotny do Mountain Ash, miasteczka niedaleko Cardiff, skąd pochodzi. Na miejscu zajęli się nim lokalni lekarze, którzy przez sześć dni starali się ocalić uszkodzone oko. Uszkodzenia były jednak na tyle poważne, że żadna z operacji się nie powiodła.

Ochroniarzem klubu okazał się 38-letni mieszkaniec Krakowa. Został zatrzymany przez policję jeszcze tego samego dnia. Postawiono mu zarzuty usiłowania zabójstwa.

 

Naciąganie zagranicznych klientów klubów nocnych nie jest niczym nowym. I choć tego typu sytuacjami regularnie zajmuje się policja, na miejsce zamkniętego klubu powstaje pod inną nazwą kilka nowych, a ich właściciele czują się bezkarni. Cześć oszukanych klientów przyznaje, że o kosmicznym rachunku dowiedzieli się następnego dnia, gdy ich konta bankowe zostały obciążone niewyobrażalnymi kwotami. Utraconych w ten sposób pieniędzy najczęściej nie udaje się odzyskać.