3509
Listopad 19 przez musang
Zazwyczaj praca aktora nie różni się od żadnej innej pracy - do solidnego jej wykonania potrzeba sporo czasu na przygotowanie, dużo treningu, samodyscypliny i skupienia. Ale czasem porządek i rygor zostają zamienione na ostre picie alkoholu i imprezowanie. A wszystko w imię sztuki.

Oczywiście najczęściej aktorzy potrzebują odpowiedniego doświadczenia alkoholowego, gdy wcielają się w alkoholików bądź ostrych imprezowiczów. Nie inaczej było z Mary Elizabeth Winstead w filmie z 2012 roku pod tytułem "Wyjść na prostą". Winstead zagrała w nim uzależnioną od alkoholu nauczycielkę. Aby przygotować się do roli i wejść w niestabilny nastrój pełen zawrotów głowy, zwykła kręcić się w kółko aż do momentu, gdy była o krok od wywołania mdłości. Nie skończyło się jednak na takim niewinnym chwycie. Aktorka razem z kolegą z planu (znanym z Breaking Bad Aaronem Paulem) grającym jej filmowego męża urządzili sobie pijacką sesję, nagrali wszystko, a potem wspólnie obejrzeli efekty, by móc przyjrzeć się swoim interakcjom pod wpływem alkoholu.

Podobny chwyt zastosował Nicholas Cage, by przygotować się do pracy w filmie "Zostawić Las Vegas" (1995). Starając się o angaż do roli alkoholika powoli zapijającego się na śmierć, uwielbiany przez internety aktor specjalnie wybrał się do Dublina na dwutygodniową, mocno zakrapianą imprezę. Jego przyjaciel wszystko nagrał, tworząc materiał, dzięki któremu Cage mógł zapisać się swoim nieprawdopodobnym aktorskim popisem w historii kina - co zostało zresztą docenione przez Akademię Filmową, która nagrodziła go Oscarem dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Nie można więc odmówić Cage'owi zaangażowania, choć to już można było poznać, gdy aktor wciągał kokainę - jako specjalne przygotowanie do roli w "Złym poruczniku"...

Co robisz, gdy potrzebujesz, by twoja ekipa filmowa zżyła się ze sobą na tyle dobrze, by zagrać grupę przyjaciół, która imprezuje dniami i nocami? Oczywiście pozwalasz aktorom na picie piwa cały dzień na planie! Tylko nieletni nie pili prawdziwego alkoholu - to byłoby przecież nielegalne... W ten sposób widzowie filmu "Uczniowska balanga" mogli naprawdę wczuć się w atmosferę licealnych imprez z lat 70. Tym bardziej, że niedawno wyszło na jaw, że w niektórych scenach aktorzy byli też faktycznie naćpani! To nie jedyny przypadek, gdy ekipa filmowa pomogła sobie w ten sposób w pracy. Analogiczne metody zastosowali aktorzy podczas pracy nad produkcją "Menażeria" (1978). Wydaje się, że to było naprawdę mądre posunięcie reżysera, szczególnie mając na względzie fakt, że żaden z aktorów - przygotowujących się do grania członków bractwa studenckiego - nigdy do takiego towarzystwa nie należał. Conocne imprezowanie dodało im potrzebnego doświadczenia, a poniesione straty nie były znowu tak duże: tylko jedna porządna bijatyka, włamanie na prawdziwą imprezę prawdziwego bractwa oraz kradzież pianina z hotelowego lobby.

Z innego rodzaju kłopotami musiał radzić sobie reżyser "Długiego pożegnania" z 1973 roku. Jego aktor, grający pisarza mocno wzorowanego na Hemingwayu, znany był ze słabości do alkoholu. Sterling Hayden tak często podczas kręcenia scen był pijany, że większość filmu z jego udziałem musiała być improwizowana. Rezultat jednak jest tak niesamowity i niepodrabialny, że zadowoliłby nawet najbardziej wymagające gusta. Nie inaczej rzecz się miała z rolą Roberta Shawa w "Szczękach" Stevena Spielberga. Aktor nie przestawał pić między ujęciami, co doprowadzało do szaleństwa jego kolegów z planu - w pewnym momencie Richard Dreyfuss wyrzucił butelkę Shawa do morza. Pomogło to zbudować naturalne "napięcie" między mężczyznami, które zostało wykorzystane w filmie. Niestety jednak aktor postanowił także pić prawdziwy alkohol podczas kręcenia sceny monologu o USS Indianapolis, co nie wyszło na dobre i cały materiał poszedł na marne. Aczkolwiek następnego dnia Shaw przeprosił reżysera, zagrał perfekcyjnie i przy jednym podejściu dostarczył widzom jednej z najlepszych scen w historii kina. Można zatem śmiało stwierdzić, że niejednokrotnie z alkoholu było więcej pożytku niż tego złego. Mimo wszystko zachęcamy do rozwagi, aby przypadkiem nie skończyć jako aktor pierwszoplanowy kamer miejskiego monitoringu.